Auta hybrydowe z Chin szturmem zdobywają europejski rynek. W 2026 roku import hybryd z Chin do Europy może sięgnąć aż 800 tys. sztuk. W przyszłości Bruksela chce ograniczyć ten wynik o ponad połowę.
Kryzys europejskiej motoryzacji sprawia, że władze coraz wyraźniej ingerują w rynek, ograniczając napływ tańszych konkurentów ze Wschodu. Już w 2024 roku UE nałożyła dodatkowe cła na pojazdy elektryczne pochodzące z Chin, twierdząc, że są one subsydiowane przez tamtejsze władze. Teraz Europa idzie o krok dalej – do ceł na elektryki dołączą limity importu dla hybryd.
Tyle hybryd wyprodukowanych w Chinach zostanie dopuszczonych na rynek UE w 2027 roku. To nieco więcej niż 302 tys. aut z takim napędem sprowadzonych z Chin do UE w 2025 r., ale ponad dwa razy mniej niż prognozowany import w 2026 r., mogący sięgnąć 800 tys. aut. Wzrost popularności chińskich hybryd jest wyraźny. Problem w tym, że zysk Chińczyków oznacza straty dla europejskich producentów, więc unijne władze postanowiły zareagować.
Warto jednak odnotować, że ustalona liczba nie będzie stała. W kolejnych latach dopuszczalny kontyngent ma rosnąć w tempie 6 proc. rocznie, co daje Chińczykom pole do stopniowego, choć kontrolowanego rozwoju na europejskim rynku.
Ograniczenie importu nie jest wymysłem unijnych urzędników, lecz wynikiem oficjalnego porozumienia zawartego z Chińskim Ministerstwem Handlu. Chiny określiły tę umowę jako gwarancję „przestrzeni eksportowej i stabilnego wzrostu” dla swoich producentów samochodów. Europa również wydaje się zadowolona z decyzji. Unijny komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič, który negocjował porozumienie, w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że „Musimy bronić naszego przemysłu i przywrócić uczciwe warunki konkurencji, które zostały zaburzone przez globalną nadwyżkę mocy produkcyjnych”.
Produkty, które będą importowane ponad obowiązujący kontyngent, mają być zatrzymywane przez celników. Nie będą dopuszczane na europejski rynek nawet za dodatkową opłatą. Co warte odnotowania – ograniczenia mają dotyczyć wszystkich hybryd produkowanych w Chinach – zarówno przez chińskich, jak i europejskich producentów mających tam swoje fabryki. W niektórych przypadkach decyzja UE może więc okazać się mieczem obosiecznym.
Jednocześnie porozumienia nie dotykają kwestii chińskich fabryk w Europie i lokalnego rozwoju chińskich producentów na Starym Kontynencie. Z formalnego punktu widzenia auta chińskich marek wytwarzane w Europie będą traktowane jak produkty europejskie.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, nowe przepisy zaczną obowiązywać już na przełomie 2026 i 2027 roku (Reuters mówi nawet o początku grudnia br.) i mają obowiązywać co najmniej przez 4 lata.