CB-radio niemal zniknęło z samochodów osobowych, ale nadal ma swoje zastosowania. Sprawdziliśmy, czy na kanale 19 można jeszcze uzyskać przydatne informacje, gdzie radio wciąż ma sens i czy warto dziś kupić taki zestaw do komunikacji.
Jeszcze kilkanaście lat temu antena CB była standardem na dachu samochodów kierowców pokonujących dłuższe trasy. Trudno było przejechać kilkanaście kilometrów bez usłyszenia na kanale 19 pytania o korki, kontrole drogowe czy warunki na drodze.
W 2010 roku pojawiła się aplikacja Yanosik, która w szybkim czasie wyeliminował to urządzenie z większości aut osobowych. Kierowcy docenili, że to, o co trzeba było pytać innych, dostaje się w postaci powiadomienia na ekranie smartfona. Do dziś Yanosik jest połączeniem funkcji CB-radia, nawigacji i systemu ostrzegania o kontrolach drogowych, chociaż wciąż nie ma jednej funkcjonalności – bezpośredniego kontaktu z innymi użytkownikami w czasie rzeczywistym.
Mimo wszystko CB-radio nie odeszło jeszcze całkowicie w zapomnienie. Używają go głównie kierowcy ciężarówek. Sprawdziliśmy jednak, czy jeszcze przydaje się w aucie osobowym.
Raczej nikogo nie zaskoczymy informacją, że klimat lat 90. to już historia. Jeśli jesteśmy z dala od dużego miasta i w okolicy nie wydarzyło się nic, co sparaliżowało ruch, w eterze panuje cisza.
Zbliżając się do niektórych miejscowości, można usłyszeć rozmowę kierowcy ciężarówki z operatorem np. koparko-ładowarki, wózka widłowego czy żurawia, ale niewiele więcej. Na innych kanałach słychać częściej kierowców z Litwy i Ukrainy niż Polaków. Wystarczy jednak większy korek, by radio natychmiast ożyło. Kierowcy dopytują, informują, nierzadko przeklinają. A kiedy dojdzie do kolizji, oczywiście rozliczają, kto popełnił błąd.
Radio bezcenne jest wtedy, kiedy utkniemy z powodu zatrzymania ruchu, np. w wyniku poważnego wypadku. Wówczas można wyłączyć auto i odpocząć, czekając na informację od innych kierowców o przywróceniu ruchu. To jednak rzadkie sytuacje. Częściej przyda się nam w komunikacji ze znajomymi, gdy jedziemy wspólnie w grupie kilku aut.
Wciąż używa się CB-radia podczas wypraw terenowych, ale raczej nie liczcie na to, że w aucie z anteną radio jest stale włączone. W podróży wolimy słuchać muzyki czy podcastów niż szumu, pisku i przekleństw.
Przyzwoity zestaw CB (radio z anteną) kupimy za ok. 300 zł (używany za 150 zł). Na produkty z wyższej półki trzeba przeznaczyć kwotę ok. 500-600 zł. Topowe radia kosztują nawet ponad 1000 zł, ale to urządzenia dla osób, które głębiej wchodzą w temat. Amatorowi wystarczy zestaw podstawowy. Antenę mocuje się do dachu, najczęściej na magnes, który wbrew pozorom trudno oderwać nawet w czasie jazdy z dużą prędkością. Można też kupić antenę mocowaną na uchwyt ściskowy. We współczesnych autach osobowych problemem może być brak miejsca na montaż samego radia, a nawet odłożenie tzw. gruszki.
Na czym polega przewaga Yanosika, skoro wyparł CB-radio z aut osobowych? Przede wszystkim aplikacja nie wymaga montażu oddzielnego urządzenia, a wszystkie przekazywane informacje mamy na ekranie smartfona lub samochodu. Nie hałasuje, działa stale w tle, nie potrzebuje dodatkowej anteny. Dostajemy wyłącznie czyste komunikaty ostrzegawcze, choć – w przeciwieństwie do radia – nie możemy dopytywać o szczegóły czy ich aktualność.
Czas CB-radia mija tak samo, jak minął czas kaset magnetofonowych czy mija czas płyt CD. Wszystko za sprawą rozwoju technologii.
Obecnie podręcznym urządzeniem niemal każdego człowieka, również kierowcy, jest smartfon, w którym mamy wszystko, czego nam trzeba, również w podróży. Tematy, które dawniej załatwiało CB-radio, obecnie „ogarnia” nam z powodzeniem smartfon.
Obcy sobie ludzie nie chcą ze sobą rozmawiać, widać to również w komunikacji miejskiej czy w poczekalniach. Większość jest wpatrzona w smartfony i nie inaczej jest za kierownicą – choć tu patrzenie w smartfon kategorycznie odradzamy. W czasie jazdy słuchamy głównie muzyki (bez konieczności posiadania kilkudziesięciu kaset czy płyt CD) oraz podcastów, które zastępują nam rozmowy na żywo.
Dawniej używano CB-radia w celu uniknięcia zatrzymania przez policję w razie przekroczenia dopuszczalnej prędkości. Szybkie rozpowszechnienie się aplikacji Yanosik prawie całkowicie pozbawiło sensu używanie radia do zapytań o kontrole drogowe, ponieważ aplikacja dokładnie wskazuje, w którym miejscu patrol mierzy prędkość, gdzie „kręci się” nieoznakowany radiowóz czy stoi fotoradar.
Do znalezienia drogi i celu wystarczy znajomość obsługi popularnych nawigacji w telefonie, który ma niemal każdy kierowca. Dawniej nawigacje nie były tak dokładne, aktualne, a kosztowały dużo. Wtedy sprawdzało się CB-radio. Obecnie kierowcy ciężarówek czasami dopytują, jak dojechać do jakiejś firmy, bo nawigacje nie uwzględniają ograniczeń dla tak dużych pojazdów.
Podróżując z rodziną, nie chce się wysłuchiwać przekleństw, które słychać nierzadko od kierowców ciężarówek. Radio co jakiś czas hałasuje (piszczy i szumi), dźwięk pojawia się nagle, zakłóca spokój.
W praktyce nie ma faktycznie używanych alternatyw dla CB-radia, poza telefonem komórkowym, na którym da się stworzyć grupy rozmówców, czy krótkofalówką. Są to jednak urządzenia do komunikacji w zorganizowanej grupie, a nie z przypadkowymi osobami.
W dużym stopniu wyeliminował kulturę CB-Radio, bo w znaczącym stopniu je zastąpił. Aplikacja informuje o tym, o co dawniej pytaliśmy przez radio, a dodatkowo nie zakłóca nam spokoju.
Mają zastosowanie przy łączności na niedużych odległościach w zorganizowanej grupie. Sprawdzają się w turystyce, niedługich konwojach czy off-roadzie.
Kierowcy natworzyli setki grup tematycznych na mediach społecznościowych i komunikatorach. Jeśli potrzeba informacji lub pomocy w konkretnej sprawie, to takie grupy rzeczywiście działają, choć z niedużym opóźnieniem.
Jest kilka aplikacji, które jako komunikatory działają na tej samej zasadzie co CB-radio, ale korzystają oczywiście z internetu. W Polsce żadna nie cieszy się zainteresowaniem wśród kierowców. Są to jednak niezłe komunikatory wewnętrzne dla umówionych wcześniej osób, np. w obrębie firmy.