Serwis pod patronatem magazynu Motor
Serwis pod patronatem magazynu Motor
BMW iX3 podczas jazdy – zdjęcie ilustracyjne
fot. BMW
Aktualności

Szef BMW krytykuje ceny chińskich aut w Europie. Nie chce jednak kolejnych ceł

Szef BMW ostrzega przed skutkami bardzo niskich cen części chińskich modeli, ale jednocześnie sprzeciwia się kolejnym cłom. Milan Nedeljković zamiast nowych barier handlowych proponuje rozmowy z Pekinem. I ma w tym swój interes. 

Nedeljković odniósł się do sytuacji chińskich producentów w Europie w rozmowie z dziennikiem Frankfurter Allgemeine Zeitung. Zapytany o możliwość stosowania przez nich dumpingowych cen nie wskazał konkretnych marek, ale jasno zakwestionował poziom cenowy części modeli trafiających z Państwa Środka na europejski rynek.

„Niektóre chińskie samochody są tutaj oferowane w cenach, które z biznesowego punktu widzenia są niezrozumiałe” – twierdzi szef BMW. 

Milan Nedeljković
Milan Nedeljković stoi na czele BMW od 14 maja 2026 r. Zastąpił Olivera Zipse.
fot. BMW

Zdaniem Nedeljkovicia taka sytuacja może wzmacniać w Europie tendencje protekcjonistyczne. Problem jest szczególnie istotny w czasie, gdy Unia Europejska analizuje dalsze działania dotyczące wymiany handlowej z Chinami. Przewodnicząca Komisji Europejskiej – Ursula von der Leyen – określa obecny deficyt handlowy UE z Państwem Środka jako „niezrównoważony”.

Nedeljković nie chce kolejnych ceł

Mimo zastrzeżeń wobec cen chińskich samochodów Nedeljković nie opowiada się za zwiększaniem ceł. Część przedstawicieli europejskiej branży motoryzacyjnej i polityków proponuje objęcie dodatkowymi cłami także hybryd plug-in z Chin oraz wprowadzenie wymogów dotyczących udziału lokalnej produkcji.

Szef BMW proponuje inną drogę. Jego zdaniem potrzebne są dialog polityczny z Chinami i wspólne określenia zasad rynkowego kształtowania cen. Następny krok to z kolei konkretne działania.

„Dodatkowe cła byłyby jeszcze większą ingerencją, dlatego opowiadam się za dobrowolnymi porozumieniami opartymi na uczciwych warunkach. Nikomu nie zależy na eskalacji” – mówi  Nedeljković. 

Takie podejście jest zgodne z dotychczasową linią BMW. Już wcześniej krytykowało ono dodatkowe unijne cła na samochody elektryczne produkowane w Chinach i ostrzegało, że eskalacja barier może doprowadzić do konfliktu handlowego.

BMW samo produkuje w Chinach

Stanowisko niemieckiego producenta ma również praktyczny wymiar. BMW nie jest wyłącznie europejskim konkurentem chińskich koncernów, ponieważ samo działa na szeroką skalę w Państwie Środka.

Wytwarza tam elektryczne modele Mini, które są eksportowane na światowe rynki. Oznacza to więc, że bariery nakładane na samochody wyprodukowane w tym kraju mogą dotknąć także bawarskiego giganta.

mini-aceman
Elektryczne modele Mini powstają w Chinach. Na zdjęciu: Aceman. 
fot. Mini

To właśnie dlatego spór o motoryzację z Państwa Środka jest bardziej skomplikowany niż proste starcie producentów europejskich z chińskimi. Łańcuchy dostaw, fabryki i współpraca technologiczna od lat łączą oba rynki, a firmy ze Starego Kontynentu są obecne w Chinach zarówno jako sprzedawcy, jak i producenci.

Europa szuka sposobu na Chiny

Wypowiedź Nedeljkovicia pokazuje jednocześnie zmianę akcentów w stanowisku BMW. Nadal sprzeciwia się ono zwiększaniu barier handlowych, ale jego prezes otwarcie przyznaje, że ceny niektórych chińskich samochodów budzą zastrzeżenia i wymagają reakcji.

Zamiast administracyjnego podnoszenia kosztów importu BMW widzi rozwiązanie w negocjacjach prowadzących do dobrowolnych ustaleń cenowych. Dla europejskiej motoryzacji oznaczałoby to próbę ograniczenia presji cenowej bez rozpoczynania kolejnej rundy wojny celnej z jednym z najważniejszych rynków i ośrodków produkcyjnych światowej branży samochodowej.

Czytaj także