Już na długo przed wybuchem aktualnej niechęci do Tesli i pojawieniem się towarzyszących jej ataków wandalizmu ta amerykańska marka wyposażyła salony sprzedaży w specjalne pokoje mające chronić pracowników przed… wściekłymi klientami.
Do informacji o takich pomieszczeniach dotarł niemiecki dziennik Handelsblatt. Znalazła się ona w wewnętrznym dokumencie zatytułowanym „Bezpieczeństwo dla menedżerów: zagrożenia i agresją wobec twojego zespołu”. Uwzględnione w nim pokoje zostały zaprojektowane tak, aby chronić personel przed agresywnymi klientami.
Dokument na temat specjalnych pomieszczeń trafił do niemieckiego dziennika za sprawą anonimowego informatora. Co istotne, zawiera on kilka zaskakujących szczegółów na temat obaw Tesli o swoich pracowników. „Pracownicy centrów serwisowych lub salonów wystawowych mogą obawiać się o swoje bezpieczeństwo z powodu możliwości pojawienia się w nich agresywnych klientów lub innych osób trzecich” – czytamy w dokumencie.
Wyjaśnia on, że ten amerykański producent samochodów zmodyfikował niektóre budynki, aby „zapewnić pracownikom bezpośredni dostęp do oddzielnego pomieszczenia w przypadku przemocy”.
Dokument wzywa również osoby zatrudnione w salonach do okazania empatii, gdy stają twarzą w twarz ze wściekłym klientem oraz do nieodbierania jego ataków osobiście. Ponadto zachęca do odgrywania podobnych sytuacji z innymi członkami zespołu, co ma na celu przygotowanie personelu do ewentualnego „kryzysu”.
Niestety, nie ma obecnie informacji na temat tego, które obiekty dysponują takim „bezpiecznym” pomieszczeniem. Najciekawsze w tej historii jest jednak to, że pojawiły się one jeszcze zanim rozpoczęła się obecna fala przemocy skierowana głównie przeciwko samochodom, ale i obiektom tej amerykańskiej marki.
Tegoroczny wybuch ataków na Teslę zmusił niektórych kierowców wręcz do wymiany samochodów – właśnie z obawy o własne bezpieczeństwo. Zdarza się, że aby poczuć się pewniej, naklejają na nie napisy typu „kupiłem Teslę zanim Musk zwariował” czy stosują logotypy innych marek.
Początkowo ataki dotykały wyłącznie amerykańskich posiadaczy aut Tesli, ale obecnie przeniosły się również do Europy. Pojazdy są narażone na uszkodzenia nadwozia, wybijanie szyb, a nawet na podpalanie lub ostrzelanie z broni palnej.
Happening this morning in my town of Las Vegas, several Tesla vehicles engulfed in flames! This is horrific and evil, it must stop immediately!!!! pic.twitter.com/XsRB2ONRgm
— Elizabeth Helgelien (@ElizabethForNV) March 18, 2025
Do ataków dochodzi również w punktach sprzedaży aut tej marki. Niedawno głośno było o salonie w kanadyjskiej miejscowości Hamilton (Ontario), gdzie 19 marca doszło do uszkodzenia ponad 80 samochodów. Z kolei w ostatnich dniach spłonął salon Tesli w Rzymie, a razem z nim – 17 aut.
Niechęć do Tesli zaczęła się pojawiać, gdy Elon Musk zaangażował się w politykę, stając u boku Donalda Trumpa. Protestujący są wściekli na szefa tej amerykańskiej marki, będącego obecnie szefem Departamentu Wydajności Państwa (DOGE).
Eskalacja przemocy wzrosła, gdy Musk zaczął wygłaszać coraz więcej kontrowersyjnych wypowiedzi, wykonał kontrowersyjny gest ręką i poparł skrajnie prawicową, niemiecką partię AfD. W samych Stanach Zjednoczonych Tesli nie pomagają inicjowane przez Muska i dla wielu bardzo kontrowersyjne ruchy amerykańskiej administracji w postaci masowych zwolnień, a nawet likwidacji niektórych instytucji i agencji.
Efekt tego wszystkiego jest taki, że akcje Tesli lecą na łeb, na szyję, niezadowoleni – siłą rzeczy – są także główni inwestorzy, którzy już wprost wzywają Muska do ustąpienia (lub zrezygnowania z polityki). Trudno się dziwić, skoro od Tesli odwracają się masowo klienci. W pierwszym kwartale 2025 roku jej sprzedaż spadła o 13% względem tego samego okresu 2024 roku, do poziomu 336 681 samochodów. I to pomimo debiutu długo wyczekiwanego, zmodernizowanego Modelu Y.