Sportowy Hyundai Ioniq 6N nie umie tylko jednego. Mianowicie jeździć po bezdrożach. Poza tym potrafi być autem przednio- lub tylnonapędowym, torową maszyną czy tzw. „driftowozem”. Tak naprawdę to wiele samochodów w jednym nadwoziu.
Gdy w 2024 r. pojawił się Ioniq 5N, na nowo zdefiniował pojęcie sportowego auta na prąd. Stało się tak głównie za sprawą wirtualnych biegów połączonych ze sztucznym dźwiękiem silnika spalinowego i ogromną liczbą ustawień.
Teraz ta technologia pojawia się w Ioniqu 6N, ale jest jeszcze bardziej dopracowana. Przykład pierwszy z brzegu to 8, a nie 7 sztucznych biegów. Do tego dochodzą niższe środek ciężkości czy przekalibrowane zawieszenie oraz układ kierowniczy. Ioniq 6N otrzymuje również specjalne opony, opracowane wspólnie z Pirelli P Zero i dookreślane literami HN. Mają one rozmiar 275/35 R20.
Nadwozie sportowego Hyundaia mierzy 493 cm długości i z miejsca budzi kontrowersje. Na tle standardowej wersji jest jednak szersze aż o 6 cm oraz ma wydatny spojler na pokrywie bagażnika z mocowaniem typu „łabędzia szyja”.
Wnętrze jest przyjemnie wykończone i bardzo przestronne, szczególnie z tyłu, gdzie wygospodarowano mnóstwo miejsca na kolana. Gorzej jednak z tym na stopy, ze względu na akumulator trakcyjny (84,0 kWh) umieszczony w podłodze. Negatywnie wpływa on również na pozycję za kierownicą, która jest nieco wyższa niż np. w BMW M3 czy elektrycznym Porsche Taycanie.
Po ruszeniu z miejsca Ioniq 6N głęboko w kieszeni chowa swoje sportowe zapędy. Jest cichy, stonowany i całkiem wygodny. To ostatnie zawdzięcza m.in. adaptacyjnym amortyzatorom.
Tym, co wyróżnia Ioniqa 6N na tle innych sportowych aut, jest mnogość ustawień. Obok podstawowych – Eco, Normal, Sport i Smart – mamy przede wszystkim możliwość fałszywej zmiany biegów (N e-Shift), w której związane z nią chwilowe przeciążenia są realizowane przez hamowanie rekuperacyjne.
Do tego dochodzą symulowany dźwięk silnika (N Active Sound+), przypominający benzynową „V-ósemkę”, ustawienia baterii (N Battery) czy funkcja N Grin Boost, działająca niczym cyfrowy strzał z podtlenku azotu.
Są też N Launch Control, N Pedal oraz N Drift Optimizer, oferujący 23 ustawienia pozwalające dostosować m.in. poziom inicjacji i kąt poślizgu. Dodatkowo można też ustawić rozdział momentu obrotowego pomiędzy osiami, dzięki czemu Ioniq 6N w jednej chwili staje się przednio- lub tylnonapędowy.
A jak jeździ to auto? Standardowa moc wynosi 609 KM, natomiast maksymalna – 650 KM. A to oznacza jedno – Ioniq 6N jest potwornie szybki. 0-100 km/h osiąga w 3,2 s i nie „pęka” nawet przy siódmym starcie z miejsca z maksymalną intensywnością.
Reakcje na gaz potrafią być brutalne, a jeśli nie zmienimy biegu na czas, sztuczny dźwięk silnika zasymuluje nawet „wpadnięcie” na ogranicznik obrotów. Robi to zresztą bardzo realistycznie.
Ioniq 6N po torze jeździ w sposób absolutnie satysfakcjonujący. Pod względem zapewnianych odczuć przypomina benzynowe samochody sportowe. Ale nie jest idealny. W szybkich łukach pojawia się bowiem tendencja do podsterowności, czym przywodzi na myśl klasyczne Audi RS. Najlepszy okazuje się w zakrętach przejeżdżanych na 2. lub 3. biegu, gdy na wyjściu pozwala na przewidywalną, intuicyjną nadsterowność.
Hyundai podał już cenę swojej nowości, to 323 700 zł (czyli o 700 zł mniej niż 5N). Jak na „zabójcę” BMW M3 i spółki – to okazja.
| Dane techniczne i cena | Hyundai Ioniq 6N |
|---|---|
| Silnik | 2 x elektryczny |
| Moc systemowa | 609 (650)* KM |
| Systemowy moment obrotowy | 740 (770)* Nm |
| Zasięg | 487 km |
| Czas ładowania (10-80%, DC) | 0,0125 |
| Osiągi | |
| Prędkość maksymalna | 257 km/h |
| Przyspieszenie 0-100 km/h | 3,2 s |
| Średnie zużycie energii | 21,2 kWh/100 km |
| CENA | 323 700 zł |
| * z funkcją N Grin Boost | |
Hyundai Ioniq 6N, dzięki ogromnej liczbie ustawień, potrafi być wieloma różnymi autami w jednym nadwoziu. Zapewnia świetne osiągi, okazuje się wygodny na co dzień, szczególnie jak na swoją moc, i zachęca do driftingu. Choć kosztuje ponad 300 tys. zł, trudno o bezpośredniego rywala za podobne pieniądze.
Koreańczycy stworzyli znakomite auto, które za połowę ceny może być konkurentem Porsche Taycana. Dzięki wirtualnym biegom połączonym ze sztucznym dźwiękiem jest w stanie zapewnić nawet więcej emocji niż on. Na dodatek oferuje obszerny drugi rząd siedzeń.
Maciej Struk, „Motor”