W numerze 22 „Motoru” z 1976 r. na okładkę trafił temat wyjątkowo ważny: bezpieczeństwo dzieci na drogach. W środku wydania redakcja przełożyła go na bardzo konkretne wnioski dla kierowców: zwolnić, przewidywać i uważać szczególnie tam, gdzie pozornie nic się nie dzieje. Do tego w numerze znalazły się także zapowiedź nowych Skód 105 i 120, opowieść o pierwszych łodziach Daimlera, ciekawa statystyka zdawalności egzaminów na prawo jazdy, porady dla motocyklistów oraz wieści z Wiednia – o elektrycznych city-busach.
Tym razem na okładce został wyróżniony temat bardzo poważny i alarmujący, oparty na analizie statystyk wypadków z udziałem dzieci. Przytoczone dane wskazywały, że w roku 1975 dzieci w wieku do 14 lat stanowiły aż 11 procent wszystkich ofiar zdarzeń drogowych. Z tego faktu postanowiono wyciągnąć niezbędne wnioski przekładające się na konkretną codzienną praktykę za kierownicą.
Co znalazło się w zestawie konkluzji i zaleceń? Przede wszystkim zasada ograniczonego zaufania – szczególnie na drogach prowadzących przez wsie i na mniej uczęszczanych lokalnych szlakach. „Motor” przypominał, że im spokojniejsza i bardziej pusta wydaje się droga, tym większe może być ryzyko nagłego pojawienia się dziecka. Na wsi często pozostawiano kilkuletnie dzieci same w zagrodzie, gdy rodzice pracowali w polu, a od podwórka do jezdni bywało bardzo blisko. Redakcja zwracała też uwagę, że przepis nakazujący opiekę nad dzieckiem do lat siedmiu w praktyce bywał nagminnie lekceważony.
Ważne były również sytuacje typowo wakacyjne. Kierowcy mieli zachowywać szczególną ostrożność w miejscowościach wypoczynkowych, przy szkołach pełniących funkcję kolonijnych baz, przy grupach dzieci idących poboczem i przy kolumnach młodzieży. „Motor” przypominał, że rozbawione dziecko nie obserwuje ruchu tak jak dorosły, a w czasie jednej sekundy — czyli mniej więcej w czasie reakcji kierowcy — może przebiec 5–8 metrów. Dlatego obok dzieci należało przejeżdżać wolno, z nogą gotową do hamowania.
Szczególnie obrazowa była przestroga dotycząca piłki albo zwierzęcia wybiegającego na jezdnię. Według autora prawie zawsze można było zakładać, że za chwilę w ślad za nimi pojawi się dziecko. Podobnie wtedy, gdy po jednej stronie drogi stało dziecko, a po drugiej dorosły, zwierzę albo coś, co mogło przyciągnąć jego uwagę. Wniosek był prosty i bardzo aktualny: nie czekać, aż zagrożenie stanie się oczywiste, tylko zawczasu zwolnić albo hamować.

W dziale „Nowości i tendencje techniczne” „Motor” opisał nowe Skody 105 i 120, korzystając z informacji czechosłowackiego tygodnika „Svet Motoru”. Dla czytelników był to ważny temat, bo auta z Mladej Boleslavi należały do dobrze znanych samochodów demoludowej codzienności, a zapowiadane modele miały zastąpić rodzinę Skody 100.
Zmiana była jednak raczej modernizacją niż rewolucją. Skody 105 i 120 zachowywały tylnosilnikowy układ napędowy, a różnice w oznaczeniach wynikały z pojemności silników: 1046 cm³ w wersji 105 oraz 1174 cm³ w wersji 120. Najważniejsze nowości dotyczyły nadwozia, zaprojektowanego przy współpracy z włoskim Ital Design, firmą prowadzoną przez Giorgetto Giugiaro.
W porównaniu ze Skodą 100 samochód otrzymał czterodrzwiowe nadwozie o nowocześniejszej stylizacji, z charakterystyczną imitacją osłony wlotu powietrza z przodu i poczwórnym układem reflektorów. Powiększono też bagażnik, co uzyskano dzięki innemu rozmieszczeniu koła zapasowego i zbiornika paliwa. W podwoziu istotną zmianą była przebudowa przedniego zawieszenia i wyeliminowanie punktów smarowania. Zapowiadano również stosowanie wyłącznie opon radialnych Barum oraz lepszych materiałów ciernych w hamulcach.
Oficjalna premiera nowych modeli miała odbyć się jesienią 1976 r. na Targach Technicznych w Brnie. Produkcja pierwszych egzemplarzy już trwała, ale początkowo auta miały trafiać wyłącznie na rynek wewnętrzny CSRS. W 1977 r. planowano wytworzyć 150 tys. nowych Skód i jeszcze około 15 tys. sztuk dotychczasowego modelu z rodziny 100, a docelowo produkcja miała osiągnąć 200 tys. samochodów rocznie.
Wśród nazwisk ludzi, którzy pierwsi pomyśleli o zastosowaniu silników spalinowych systemu Otto do napędu łodzi, wymienia się Gottlieba Daimlera i Karola Benza, choć pojawiają się wątpliwości, czy byli pionierami w tej dziedzinie.
Nie zmienia to faktu, że początkom używania silników spalinowych towarzyszyły obawy co do stosowania łatwopalnej i wybuchowej benzyny. Z tego powodu Daimler maskował swoje próby pod pozorem zastosowania silnika… elektrycznego. Do tego stopnia, że na burtach umieszczał dobrze widoczne przewody elektryczne na porcelanowych izolatorach. Prawda wyszła na jaw za sprawą artykułu, który ukazał się 5 listopada 1886 roku, stwierdzającego fakt „zaobserwowania łodzi poruszającej się za sprawą niewidzialnej siły i płynącej z wielką szybkością w dół i górę rzeki”. Stateczek był wyposażony w urządzenie napędowe zbudowane przez inżyniera Daimlera.


W Wielkiej Brytanii przeprowadzono badania, które miały na celu stwierdzenie, w jakim wieku najłatwiej zdaje się egzamin uprawniający do uzyskania prawa jazdy. Wyniki potwierdziły, że w grupie wiekowej do 21 lat aż 44 procent kandydatów zdaje za pierwszym razem. Niewiele niższą skuteczność (42 proc.) uzyskują kandydaci w wieku od 21 do 40 lat. Powyżej 41 lat odsetek spada do 20 procent i zdobycie prawa jazdy staje się coraz trudniejsze.

W maju na drogach pojawiało się coraz więcej motocyklistów, więc nie zabrakło wskazówek dotyczących ich ubioru. Jakich? Przede wszystkim ubranie powinno być wygodne, gwarantujące pełną swobodę ruchów, powinno też zapewniać ochronę przed przewianiem. Elementy niezbędne to rękawiczki i buty sięgające powyżej kostki, która zawsze powinna być chroniona. Lepiej nie zapominać też o okularach ani o dobrze dopasowanym i zapiętym pod brodą kasku.
Założenia nie zmieniły się do dziś, ale rozwiązania i właściwości obecnego i ówczesnego wyposażenia dzieli przepaść.
Jedna niewinna tablica – i aż dwa zarzuty: o hermetyczność wskazań, szczególnie dla zamiejscowych kierowców, oraz o… literówkę.

Miejskie autobusy o napędzie elektrycznym, a nawet i wodorowym to w dzisiejszych czasach już polska codzienność. W latach 70. elektryczny „zbiorkom” robił jednak duże wrażenie. Właśnie taki rodzaj transportu zapewniał Wiedeńczykom Steyer-Daimler-Punch, który – jak ochoczo podkreślono – współpracował także z polskim przemysłem.

Wszystkie ilustracje pochodzą z archiwalnego „Motoru” nr 22/1976.