O czym czytaliśmy w „Motorze” 50 lat temu? Numer 5/1976 (z 1 lutego) powstał w samym środku zimy, więc nie mogło zabraknąć praktycznych porad dla kierowców walczących na co dzień ze śniegiem i zaspami. Redakcja zajrzała też do warszawskich modelarzy świętujących okrągły jubileusz. Na łamach pojawiły się także kampery – wówczas w Europie dopiero zdobywające popularność – oraz krótka relacja z testu dobrze już u nas znanej przyczepy N-126.
W roli głównej śnieg na drodze. W tym zimowym wydaniu nie zabrakło praktycznych wskazówek, jak postępować w trudnych warunkach. Po pierwsze, jeśli jakiś samochód utknął w zaspie, to nie omijajmy go, a pomagamy kierowcy i następnie sami przejeżdżamy po śladach. Po drugie, jeżeli samochody oczekują w kolumnie na przetarcie drogi przez pługi, to nie omijamy tej kolumny, bo skończyć się to może zablokowaniem drogi. Po trzecie, kiedy to tylko od nas zależy, ułatwiajmy pracę drogowcom. W szczególności chodzi o nieutrudnianie poruszania się pługów, spychaczy czy piaskarek. Trzeba przyznać, że po 50 latach te trzy proste rady mają zastosowanie także w dzisiejszych czasach.

„Motor” odwiedził obchodzący dziesiąte urodziny Warszawski Klub Modelarski Ligi Obrony Kraju. Działało w nim prawie 280 modelarzy, którzy osiągali coraz lepsze wyniki w skali krajowej, a także w zawodach międzynarodowych. Przedstawiony na poniższym zdjęciu model Lamborghini zajął 2. miejsce w Mistrzostwach Polski, pokonując wyznaczoną trasę w 58 sekund (przy limicie wynoszącym 180 s).
„Są to urządzenia słabo jeszcze w Europie rozpowszechnione i nic dziwnego. Na przeszkodzie ich szerszej sprzedaży stoi wysoka cena”. Redakcja zauważa, że przeciętny samochód kempingowy amortyzować trzeba byłoby przez 7 lat, by jego koszt zrównał się z kosztem hoteli, licząc po 50 noclegów trzyosobowej rodziny każdego roku.

Nie dziwi więc, że w RFN eksploatowanych było wówczas około pół miliona przyczep kempingowych i tylko kilkanaście tysięcy kamperów. Problemami tych ostatnich, poza kosztami, były także mała produkcja, niewielki wybór i konieczność kompromisów. Jednak samochody kempingowe stawały się coraz dojrzalsze, zapewniając lepsze wykorzystanie miejsca i komfort. Bazą dla nich były furgony z przednim napędem, gdzie podłoga przebiega niżej niż w tych z klasycznym układem napędowym.

Instytut Transportu Samochodowego przeprowadził badania przyczepy N-126. Pojazdem holującym był Fiat 127, przejechano 2400 km ( z maksymalną prędkością 85 km/h). Wysoko oceniono stateczność przyczepy, która nie miała ujemnego wpływu na prowadzenie samochodu. Próby hamowania także wypadły pomyślnie. Auto bez przyczepy uzyskało w wyniku hamowania opóźnienie 7,5 m/sek2, natomiast z przyczepą – 6,3 m/sek2, co całkowicie spełniało wymagania z Kodeksu Ruchu Drogowego. Podczas hamowania nie było żadnych poślizgów bocznych, a zestaw pojazdów utrzymywał zadany kierunek jazdy.
Wszystkie ilustracje pochodzą z archiwalnego „Motoru" nr 5/1976.