Toyota Verso z 2010 roku ma na liczniku 411 668 km i wciąż służy jako samochód do codziennych dojazdów. Nie jest jednak wypieszczonym egzemplarzem – ma zużytą przekładnię CVT, wycieki oleju, luzy w zawieszeniu, świecące kontrolki i osłonę silnika przywiązaną sznurkiem. A mimo to nadal nie chce przestać jeździć.
Toyota Verso 1.8 16V Valvematic została kupiona jako nowa w 2010 roku przez Roba Coersa. Założenie było proste – samochód miał pozostać w rodzinie tak długo, aż dalsza eksploatacja przestanie mieć sens. Po 14 latach i niemal 400 tys. km jego właściciel przesiadł się do Kii Sportage z napędem hybrydowym typu plug-in, a wysłużonego minivana przekazał synowi.
Joris Coers znał to auto od 14. roku życia, a po uzyskaniu prawa jazdy sam zaczął je prowadzić. Początkowo szukał niewielkiego pojazdu na dojazdy do pracy, lecz oferta przejęcia Verso za symboliczną kwotę okazała się trudna do odrzucenia.
Jak informuje holenderski portal AutoWeek.nl, obecny właściciel pokonuje codziennie około 20 km w jedną stronę między Eindhoven a Helmond. Duże nadwozie, którego początkowo nie potrzebował, szybko okazało się praktyczne.
Po złożeniu siedzeń Toyota mieści rowery i bagaże, a dodatkowe miejsca czasami przydają się podczas prywatnych podróży.
Przez większą część eksploatacji Verso nie sprawiała właścicielom istotnych problemów. Jedyną awarią, która unieruchomiła je w trasie, był problem z alternatorem przy przebiegu około 365 tys. km. Wcześniej wymieniano głównie elementy typowo eksploatacyjne.
Samochód przechodził przeglądy zgodnie z zaleceniami producenta, mniej więcej co 15 tys. km. Historia obsługi obejmuje m.in. kilkukrotną wymianę przednich tarcz i klocków hamulcowych, montaż nowych opon, naprawę klimatyzacji oraz czyszczenie przepustnicy.
Oto najważniejsze punkty z listy:
Powyższa lista ważniejszych napraw i czynności eksploatacyjnych – jak na samochód, który przekroczył 400 tys. km – jest raczej symboliczna. Stan techniczny podczas ostatniej kontroli pokazuje jednak, że wieloletnia eksploatacja i odkładanie kolejnych napraw zaczynają wystawiać rachunek.
Nadwozie Toyoty nosi ślady intensywnego użytkowania. Trudno znaleźć element całkowicie wolny od zarysowań lub innych uszkodzeń, a z pokrywy bagażnika zniknął fabryczny spoiler. Nie odpadł podczas szybkiej jazdy – wiele lat wcześniej został wyrwany w myjni automatycznej.
Uszkodzone mocowania sprawiły, że właściciel nie zdecydował się na naprawę. Otwory po spoilerze od czasu do czasu są zabezpieczane nowym kawałkiem taśmy. Jak podkreśla rodzina Coersów, brak plastikowego elementu nie zmienił sposobu prowadzenia samochodu.
Równie prowizorycznie rozwiązano problem dolnej osłony silnika. Gdy zaczęła zwisać, Joris przywiązał ją do przedniej części nadwozia kawałkiem linki. Naprawa może nie zdobyłaby uznania rzeczoznawcy, ale skutecznie powstrzymuje osłonę przed spotkaniem z asfaltem.
Najpoważniejsze zastrzeżenia dotyczą obecnie układu napędowego. Silnik zużywa coraz więcej oleju, a podczas pokonywania długich zakrętów zdarza się, że pojawia się ostrzeżenie związane ze smarowaniem silnika. Właściciel musi wtedy uzupełnić około litr środka smarnego.
Problemy wykazuje również bezstopniowa przekładnia CVT. Podczas jazdy sprawia wrażenie, jakby chwilami się ślizgała. Sam Joris przyznaje, że nowa skrzynia biegów byłaby zmianą, której najbardziej potrzebuje jego Toyota.
Joep Schuurman, kontrolujący samochód dla portalu AutoWeek.nl, zwrócił uwagę, że zastosowana w tym modelu przekładnia CVT i tak jest lepszym rozwiązaniem niż zautomatyzowana skrzynia MMT z poprzedniej generacji.
Jego zdaniem starsza konstrukcja, która była w praktyce mechaniczną przekładnią sterowaną automatycznie, miała opinię problematycznej.
Podczas jazdy próbnej samochód mocno podskakuje na krótkich nierównościach, a z przedniego zawieszenia dochodzi niepokojące grzechotanie. Na desce rozdzielczej świecą się kontrolki awarii silnika i systemu VSC oraz ogólna lampka ostrzegawcza.
Kontrola na podnośniku ujawnia luz na końcówce drążka kierowniczego z lewej strony, uszkodzone przednie łączniki stabilizatora i niewielki wyciek oleju w rejonie napinacza łańcucha. Przednie opony zostały ocenione jako zużyte.
Na tym lista się nie kończy. Regulacja prawego lusterka działa nieprawidłowo, klosze reflektorów są w bardzo złym stanie, a prawa przednia lampa przeciwmgielna nie działa i zwisa pod uszkodzoną osłoną. Na dodatek podszybie wypełniają liście i zanieczyszczenia.
„Powoli zaczyna się zużywać. Ale z Toyotą jest jak ze starszymi Volvo. Nawet gdy nic się z nimi nie robi, nadal jadą. Nie jest to jednak przyjemny samochód” – mówi po zakończeniu inspekcji Joep Schuurman.
Mimo długiej listy usterek Joris nie zamierza natychmiast pozbywać się Verso. Samochód nadal dowozi go do pracy i realizuje codzienne zadania, dlatego właściciel chce jeszcze obserwować jego stan. Planuje nawet letnią podróż w Pireneje, choć przy obecnej kondycji przekładni i zawieszenia byłby to dla Toyoty wymagający sprawdzian.
Najdłuższą dotychczasową trasą tego egzemplarza była podróż do Turynu. Po wakacjach Joris prawdopodobnie zacznie szukać mniejszego samochodu, a wśród modeli, które mu się podobają, wymienia Suzuki Jimny.
Historia tego Verso to przykład auta konsekwentnie wykorzystywanego zgodnie z pierwotnym planem – aż do praktycznie całkowitego zużycia. Tyle że ta Toyota, mimo ponad 411 tys. km i narastających zaniedbań, wciąż nie chce przestać jeździć.