Konflikt na Bliskim Wschodzie niesie ze sobą coraz poważniejsze konsekwencje dla światowej gospodarki. Jedną z branż, która zaczyna odczuwać skutki wojny, jest motoryzacja. Producenci stoją przed trudnymi decyzjami, a niektórzy już je podjęli.
Cieśnina Ormuz to jeden z kluczowych szlaków transportowych dla różnego rodzaju surowców. Przed wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie, każdego dnia przepływało tam około 20 proc. światowego transportu ropy naftowej. Obecnie rafinerie są zmuszone do poszukiwania alternatywnych źródeł i szlaków, co wyraźnie winduje koszty – a co za tym idzie – ceny. Eksperci mówią o konsekwencjach, które czekają branżę motoryzacyjną, jeśli konflikt się przedłuży.
„Jeśli konflikt potrwa dwa miesiące lub dłużej, stanie się krytyczny” – mówi Peter Klimek z wiedeńskiego instytutu ASCII, który na bieżąco analizuje wpływ wojny na gospodarkę. Klimek zwraca uwagę na możliwość wystąpienia „szoków cenowych” w sektorach energii, transportu i surowców, a także potencjalne niedobory półprzewodników czy ogniw akumulatorowych tak potrzebnych w branży motoryzacyjnej.
„Około jedna trzecia helu potrzebnego do produkcji chipów pochodzi z Kataru – wszystko będzie zależało od tego, jak szybko producenci chipów będą w stanie zabezpieczyć alternatywne źródła” – mówi Klimek cytowany przez „Automotive News Europe”. Z badania przeprowadzonego przez ASCII wynika, że najbardziej narażeni na potencjalne kłopoty mogą być producenci z Azji, bo to właśnie azjatyckie gospodarki są największymi odbiorcami towarów oraz surowców z ZEA, Bahrajnu, Kataru i Kuwejtu.
Europejskie marki, które w pandemii borykały się już z podobnymi kłopotami, z racji doświadczenia są dziś w lepszym położeniu i – przynajmniej na razie – spokojnie analizują sytuację. Szefowie firm, w tym prezes Grupy Volkswagena Oliver Blume i dyrektor ds. zakupów BMW Nicolai Martin, poinformowali podczas marcowych briefingów finansowych, że firmy uważnie monitorują rozwój sytuacji, ale jeszcze nie odczuwają jej negatywnych skutków.
Wpływ wojny na branżę nie ogranicza się jednak wyłącznie do surowców i komponentów, ale i bardziej bezpośrednich kwestii jak logistyka i dystrybucja. Włoskie marki, Ferrari i Maserati, 19 marca ogłosiły, że wstrzymują dostawy w regionie Bliskiego Wschodu, z wyjątkiem kilku specjalnych pojazdów, które przewieziono samolotem. Powodem są wyzwania logistyczne i obawy o bezpieczeństwo. Z kolei prezes Bentleya, Frank Walliser przyznał, że popyt w regionie wyraźnie osłabł, więc dostawy także aut tej marki zostają wstrzymane. „Z pewnością mieszkańcy Bliskiego Wschodu mają obecnie inne problemy niż poszukiwanie nowego Bentleya.” – wyjaśnił.
Natomiast niemiecka firma tuningowa Mansory tworząca bardzo kosztowne projekty, podchodzi do każdego przypadku indywidualnie, ale skupia się na najbardziej dochodowych zleceniach, bo koszty transportu lotniczego są obecnie kilkukrotnie wyższe niż normalnie.
Na razie cierpią głównie niszowi producenci, którzy jednak mogą pozwolić sobie na większą elastyczność w kwestii dostaw, ale jeśli przewidywania austriackich ekspertów się sprawdzą, cała branża może boleśnie odczuć skutki wojny.