Niektóre auta używane wyglądają dziwnie, nudno albo po prostu mało zachęcająco. Po bliższym poznaniu okazują się jednak zaskakująco praktyczne i funkcjonalne. Wybraliśmy modele, które mają konkretny pomysł na funkcjonalność — od taniego rodzinnego kombi przez małe auto z przesuwanymi drzwiami po kompakt z dużym prześwitem i napędem 4x4.
Na rynku wtórnym najczęściej szuka się aut znanych, popularnych i łatwych do późniejszej odsprzedaży. Problem w tym, że taki wybór nie zawsze najlepiej odpowiada konkretnym potrzebom. Czasem więcej sensu ma model mniej oczywisty – taki, który nie przekonuje od razu popularnością, wyglądem czy licznymi pozytywnymi opiniami, ale nadrabia przestrzenią, pomysłowym wnętrzem, trwałym silnikiem czy nietypowym, ale zaskakująco praktycznym nadwoziem.
Właśnie takie auta zebraliśmy w tym zestawieniu. Nie wszystkie są rynkowymi pewniakami i nie każde spodoba się od razu, ale każde ma argument, który po zakupie może okazać się ważniejszy niż pierwsze wrażenie.
Ceny ofertowe: 5-10 tys. zł
Pierwsza generacja Logana MCV jest inspiracją dla najnowszego kombi Dacii, czyli Joggera. Zaprezentowane w 2006 r. auto nie grzeszyło urodą, ale praktycznością mogło obdarować dwa modele. To potężne, choć zbudowane na platformie Logana kombi mogło mieć pięć lub siedem miejsc, a bagażnik był przeogromny (700 litrów w wersji pięciomiejscowej). Długie nadwozie ułatwia przewożenie długich przedmiotów. W wielu gospodarstwach był to samochód rodzinny, który z czasem stawał się „wołem roboczym”.
Auto ma jedną cechę kombivana, czyli schowek (półkę) pod sufitem. Dostęp do niego mają pasażerowie drugiego rzędu. Cechą charakterystyczną modelu są skrzydłowe drzwi bagażnika, otwierane na boki, jak w autach użytkowych. Ma to swoje zalety, choć to mało popularne rozwiązanie. Co ciekawe, ze względu na ponadprzeciętną pojemność wnętrza auto utrzymuje dość wysokie ceny.
Kupując Logana MCV, warto wybrać silnik benzynowy, najlepiej dość dynamiczny 1.6 16V o mocy 105 KM. W razie potrzeby świetnie znosi zasilanie autogazem. To prosta i trwała konstrukcja Renault.
Cała magia Hondy Jazz polega na tym, że w nadwoziu miejskiego samochodu wygospodarowano przestrzeń na miarę aut klasy średniej. W kabinie jest tak dużo miejsca dla pasażerów, że aż trudno uwierzyć w długość auta wynoszącą 3,9 metra. A to nie koniec jego zalet.
Choć trzecia generacja zeszła z taśm produkcyjnych ponad dekadę temu, to deska rozdzielcza nie „straszy”, choć nie ma na niej stacji multimedialnej. Auto ma dwie duże zalety, których nie da się od razu zauważyć. Pierwszą jest bardzo „elastyczny” bagażnik o pojemności 400 litrów. Jeśli przestrzeń za kanapą nie wystarczy do przewiezienia przedmiotu o specyficznym kształcie, to jest opcja podniesienia siedzisk kanapy. Oczywiście oparcia kanapy tradycyjnie się składają, a po złożeniu w bagażniku zmieści się klasyczny rower MTB bez konieczności zdejmowania koła.
Drugą ogromną zaletą modelu jest jego niezawodność. W praktyce, poza kiepskim zabezpieczeniem antykorozyjnym, trudno wskazać słabe punkty tej konstrukcji. Silniki benzynowe (brak diesli) są żywotne i dynamiczne, a elektryka prosta i stabilna. To doskonały wóz dla rodzin z niedużym budżetem, również na serwis. Unikać należy wersji ze skrzynią automatyczną. Jest praktycznie nienaprawialna. Polecamy wariant 1.3 i-VTEC o mocy 99 KM, ale każdy jest dobry.
Honda FR-V to bez wątpienia koncepcja bliźniacza z Fiatem Multiplą, choć auto jest zdecydowanie ładniejsze. Idea zakłada, że w dwóch rzędach można pomieścić sześć osób – i to się udaje, choć z pewnymi wyrzeczeniami. Jest to jednak auto, w którym może pojechać dość wygodnie dwójka dorosłych i czwórka dzieci (jedno pośrodku z przodu). Tylne fotele da się przesuwać. Ustawiając środkowy fotel lekko z tyłu, tworzy się konfigurację, w której pasażerowie są nieco odizolowani od siebie, więc mają więcej swobody.
Środkowy fotel z przodu jest prawie pełnowymiarowy (identyczny jak fotele z tyłu), a po złożeniu pełni funkcję rozbudowanej konsoli środkowej z dużym stolikiem i sześcioma uchwytami na kubki. Bagażnik nie jest imponujący (439 l), ale trzeba mieć świadomość, że to auto nie jest wakacyjnym vanem, lecz pojazdem do przewożenia większej liczby osób raczej na krótszych dystansach. Z tego też powodu polecamy benzynowy silnik 1.8 i-VTEC (140 KM) słynący z ogromnej trwałości. Na trasy lepszy będzie diesel 2.2 i-CTDi, jeśli znajdzie się niezajeżdżony egzemplarz. Natomiast przy zakupie, niezależnie od ceny, trzeba zwrócić uwagę na korozję. Bywa wszechobecna, zwłaszcza na podwoziu.
Yeti to niezbyt udany start marki w segmencie crossoverów, przez wiele osób określane jest mianem brzydkiego. Jednak nie sposób nie dostrzec jego zalet. Nadwozie jest podobne do kombivana i takie też ma walory. Zresztą system konfiguracji wnętrza VarioFlex zapożyczono z modelu Roomster. Trzy niezależne siedzenia z tyłu wyglądają jak kanapa. Można je składać na dwa sposoby, a także wyjmować, powiększając przestrzeń bagażową z 405 do 1760 l. Mało tego – środkowy fotel można wyjąć, a zewnętrzne przesunąć bliżej środka, tworząc auto czteromiejscowe, ale z bardzo wygodnym wnętrzem z tyłu.
Sam bagażnik jest arcydziełem. Przede wszystkim wygląda na dużo większy, niż sugerują dane katalogowe. Po drugie, ma wiele ciekawych rozwiązań ułatwiających transport różnych przedmiotów. Pasażerowie z tyłu mają dużo przestrzeni, a także składane stoliki. Na koniec Skoda Yeti z napędem 4x4 okazuje się bardzo sprawnym autem w lekkim terenie. Pomaga w tym elektronika z trybem off-road. Nie wyklucza to dobrych właściwości jezdnych na drodze. Auto jest zaskakująco wygodne i praktyczne, a do tego ma przebogatą gamę silników. Najlepiej wypada dwulitrowe TDI. Polecamy z napędem 4x4.
Ten tani „dziwak” o kontrowersyjnej stylistyce nie każdego przekonuje, do momentu, aż zasiądzie za kierownicą, na kanapie, albo zajrzy do bagażnika. Przymykając oko na wykonanie (zwłaszcza kokpit po liftingu), można go tylko docenić. Siedzi się jak w crossoverze – dość wysoko, ale ma się wgląd na ciekawie zaprojektowaną maskę. Z tyłu jest mnóstwo miejsca, nawet dla dorosłej osoby, a i trójka dzieci się pomieści. Wnętrze jest mocno przemyślane pod kątem funkcjonalności (dużo schowków).
Pojemny bagażnik (521 litrów) można podzielić poziomą przegrodą. Da się ją ustawić na dwóch poziomach. Można ją też wysunąć do połowy z bagażnika i wtedy posłuży za stolik piknikowy. Kanapę zaś można całkowicie zdemontować, uzyskując przestrzeń bagażową o pojemności 2150 litrów. Pod maską są żywotne silniki benzynowe, które sporo palą, ale nie wymagają szczególnej obsługi. Najlepszym wyborem jest 2.0 16V o mocy 141 KM. Diesla nie polecamy.
Niestety największą wadą samochodu jest trudność z odsprzedażą. Musi się znaleźć amator na ten model, pomimo jego wielu zalet.
Zaprezentowany w 2004 roku Golf Plus otworzył drogę do sukcesu modelowi Golf Sportsvan, który przetrwał na rynku do 2020 roku. Ten kompaktowy minivan wprost bazuje na platformie i rozwiązaniach z Golfa V, choć jest to oddzielny model z kokpitem identycznym jak w Tiguanie. Choć tak naprawdę to na odwrót, bo Tiguana zaprezentowano dopiero trzy lata później.
Wyprodukowano ponad 900 tys. egzemplarzy Golfa Plus, więc trudno nie nazwać tego sukcesem. Mierzący 4,2 m długości samochód jest niczym innym jak wyrośniętym hatchbackiem, ale z wyższą pozycją za kierownicą i na kanapie (wygodnie się wsiada), z wieloma funkcjonalnymi rozwiązaniami, jakich nie da się znaleźć w typowym kompakcie. Sam kokpit obfituje w schowki, a na podsufitce znajdują się cztery kolejne. Gdzie nie przyłożyć ręki, tam albo kieszonka, albo zamykana skrytka.
Kanapę, na której jest więcej miejsca niż w zwykłym Golfie, da się przesuwać. Przed pasażerami z tyłu można rozłożyć stoliki. Bagażnik auta jest pojemny – od 395 do 505 litrów, w zależności od ustawienia tejże kanapy. Mechanika pochodzi wprost z Golfa, więc o serwis bać się nie trzeba.
Po liftingu w 2008 r. pojawiły się nowe jednostki TSI, nie do końca udane, ale już 2.0 TDI zdecydowanie poprawiono. Polecamy prosty silnik benzynowy 1.6 8V o mocy 102 KM, świetnie znosi LPG.
Zbudowany na platformie Peugeota 207 model 1007 miał być idealnym samochodem do miasta. Twórcom przyświecała prosta idea – stworzyć czteroosobowe auto, które w mieście odnajdzie się jak żadne inne, ale bez wyrzeczeń po stronie wygody podróżowania. I tak powstał jeden z najmniejszych samochodów klasyfikowanych do segmentu minivanów.
Peugeot 1007 mierzy tylko 3,7 m długości i ma parę drzwi, ale za to przesuwanych, i to elektrycznie (w razie awarii można też ręcznie). Niestety mechanizm bywa zawodny. Przesuwane są także tylne siedzenia. Są niezależne, da się je złożyć jak w kombivanie przez położenie oparcia i uniesienie siedziska. Przedni fotel pasażera też można złożyć. Po położeniu jego oparcia na płasko i złożeniu tylnego da się w tym krótkim samochodzie przewieźć dość długie przedmioty.
Z tyłu dwójka pasażerów (homologacja czteromiejscowa) ma pod stopami niewielkie skrytki, jak w typowych minivanach. Deska rozdzielcza pełni jednocześnie funkcję obszernej półki. Pod maską wyłącznie oszczędne silniki, z których polecamy solidnego turbodiesla 1.4 HDi. Moc 68 KM wystarczy na miasto, choć nie takie ze strefą czystego transportu, bo spełnia tylko normę Euro 4. Alternatywnie można wybrać „benzyniaka” 1.4, ale trzeba unikać automatów, bo to skrzynie zautomatyzowane.
Cabrio z metalowym dachem to koncepcja, która nie przetrwała próby czasu, jak zresztą w ogóle segment kabrioletów budowanych na bazie aut kompaktowych i miejskich. Peugeot 308 CC był tylko jednym z nich, i jednym z młodszych, jakie można kupić. Swoje odpowiedniki oferowali m.in. Ford, Opel czy Volkswagen.
Metalowy dach ma tę zaletę, że po zamknięciu dostajemy w praktyce auto typu coupe – z dość sztywnym nadwoziem, nieźle wyciszone i obiecujące wyższe bezpieczeństwo niż przy dachu z płótna. Zresztą w teście Euro NCAP otrzymało pięć gwiazdek. Co więcej, twardy dach nie wymaga szczególnej pielęgnacji, choć mechanizm jego składania – owszem.
Auto jest czteromiejscowe i wygodne, a do tego tanie w utrzymaniu ze względu na pokrewieństwo z popularnym hatchbackiem. Choć trzeba mieć świadomość, że niektóre części karoseryjne są zupełnie inne i ich dostępność może być ograniczona. Pod maską najlepiej sprawdzi się jednostka 2.0 HDi o mocy 163 KM.
Uterenowione kompakty pojawiały się i znikały, ale jeden wrył się w historię motoryzacji na dobre. Można śmiało powiedzieć, że jest ikoną tego niszowego segmentu. Subaru XV (obecnie Crosstrek) to wyjątkowy wóz, bo poza standardowym napędem na cztery koła oferuje też bardzo wysoki prześwit – aż 22 cm. To wartość na miarę prawdziwego samochodu terenowego. Pokona bezdroża nieprzejezdne dla wielu SUV-ów. W razie potrzeby zajedzie dalej niż jakikolwiek kompakt z napędem 4x4.
Urzeka też ergonomią i przestrzenią w kabinie. Wnętrze jest bardzo wygodne w obsłudze, idealne dla starszych kierowców. Z tyłu przestrzeni jest mnóstwo, a bagażnik, pomimo napędu na cztery koła, ma przyzwoitą pojemność 380 l.
Najlepsza konfiguracja to połączenie benzynowego silnika (lepiej sprawdza się 2.0) i skrzyni manualnej. Silnik 1.6 łączono z reduktorem, który przyda się w trudniejszych warunkach. Odradzamy diesla, bo jest ryzykowny. Trzeba się niestety przygotować na dość wysokie spalanie. Uwaga na korozję. Najtańsze egzemplarze zwykle pochodzą z USA i mają powypadkową historię.
Druga generacja Merivy jest technicznie oparta na Astrze H i Zafirze B, natomiast deska rozdzielcza jest niemal w całości skopiowana z Astry J. Z grubsza jest to typowy miejski minivan, ale po otwarciu drzwi i bagażnika odkrywa się jego ponadprzeciętną funkcjonalność.
Drzwi z tyłu otwierane „pod wiatr” ułatwiają nie tylko wsiadanie, ale także obsługę i wkładanie do auta dziecka, które podróżuje w foteliku, bo mamy dostęp do oparcia kanapy od przodu, a nie typowo od boku. Jeśli rodzic chce na chwilę wyjść do dziecka, np. coś poprawić, nie musi obchodzić dookoła tylnych drzwi – wystarczy, że je uchyli.
Z tyłu zamiast kanapy są oddzielnie regulowane fotele, które są przesuwane nie tylko w kierunku wzdłużnym, ale też na boki. Środkową część można całkowicie złożyć. Ciekawostką jest konsola środkowa pomiędzy fotelami z przodu, z której można zdjąć przesuwany podłokietnik. Pod nim kryje się duży schowek, do którego pasażerowie z tyłu też mają dostęp.
Jeśli dodać do tego dobrą widoczność, bardzo wygodne fotele w wyższych specyfikacjach (regulowana długość siedzisk), świetną pozycję za kierownicą oraz intuicyjną obsługę dzięki mnogości przycisków na desce rozdzielczej, finalnie dostaje się samochód nie tylko praktyczny, ale też ponadprzeciętnie wygodny. Niektóre auta wyposażone są w system FlexFix z wbudowanym w tylny zderzak bagażnikiem rowerowym wysuwanym jak szuflada. Aż szkoda, że nie powstała kolejna generacja.
Do Merivy zdecydowanie polecamy silnik 1.4 16V Ecotec, czyli wonossącą benzynę o mocy 100 KM. Można powiedzieć, że nie ma prawie żadnych wad, a ma wystarczającą dynamikę. Osoby oczekujące czegoś lepszego mogą zdecydować się na 1.4 Turbo.
Jeśli chcesz mieć Mini, ale potrzebujesz auta na więcej niż dwie osoby, to odpowiedzią jest nie Countryman, który nie ma już tego „czegoś”, lecz Mini Clubman, czyli współczesna interpretacja dawnego brytyjskiego kombi. Współczesny Clubman jest oparty na drugiej generacji Mini R56, choć jego kod wewnętrzny to R55.
Auto jest nieco dłuższe (24 cm), ma nieco większy rozstaw osi (8 cm) i tym samym nieco więcej miejsca z tyłu. Wystarczająco, by pomieścić tam choćby dzieci, które na kanapie zajmą miejsce przez połówkowe drzwi otwierane z prawej strony. Połówkowe są także drzwi bagażnika, którego pojemność to skromne 260 litrów, a to i tak o 100 litrów więcej niż w klasycznym hatchbacku. Wystarczająco, by pomieścić tam wózek.
Jeśli więc młodej parze urodzi się dziecko, nie muszą od razu rezygnować z ulubionego modelu i szukać większego, rodzinnego – wystarczy zmienić go na Clubmana. Bo poza tylną częścią Clubman jest takim samym Mini jak hatchback, w przeciwieństwie do Countrymana. Doskonałe właściwości jezdne zostały zachowane, tak samo jak świetna pozycja za kierownicą, dobre wyposażenie i jakość wykonania.
Jeśli dynamika auta nie jest priorytetem, polecamy oszczędnego diesla 1.6 HDi o mocy 109 KM. To tania w eksploatacji i trwała jednostka, pewniejsza niż silniki benzynowe z rodziny Prince. Ważne, by nie była wyeksploatowana.