Szef Audi mówi o szacunku i dyplomacji, a przedstawiciele niemieckich związków o politycznym zaangażowaniu i wsparciu Trumpa w kampanii wyborczej. Wystąpienie Gernota Döllnera u boku amerykańskiego prezydenta wywołało skandal przysłaniający ważniejszą kwestię – fabrykę, która w przyszłości może mieć duże znaczenie dla europejskiej marki.
Volkswagen, największy koncern motoryzacyjny w Europie, do którego należy również Audi, zmaga się z rosnącą konkurencją ze strony Chin, presją kosztową i agresywną polityką celną utrudniającą funkcjonowanie poza UE. W przypadku Audi szczególnie widać to w USA.
Dyrektor finansowy marki, Jürgen Rittersberger, w sprawozdaniu za 2025 rok podkreślił, że amerykańskie cła na samochody importowane z Europy [obecna stawka to 15% – przyp.red.] kosztowały Audi około 1,2 mld euro, co w znacznym stopniu przyczyniło się do spadku zysku operacyjnego. Uruchomienie własnej produkcji w USA wydaje się więc naturalnym krokiem w strategii Audi.
Dyrektor generalny Audi, Gernot Döllner zdradził, że pod uwagę brano aż 70 lokalizacji. Ostatecznie jednak wybrano Georgię. Konkretnie kompleks Middle Georgia Mega Site w hrabstwie Peach.
W fabryce wartej 4,2 mld dolarów, zatrudniającej nawet 4,5 tys. osób powstawać miałyby duże SUV-y, takie jak Q7, Q8 i Q9. Inwestycja wymaga jeszcze formalnej zgody odpowiednich organów Grupy Volkswagen. Jeśli zostanie zatwierdzona, budowa zakładu ma rozpocząć się w 2027 roku, a pierwsze auta powinny zjechać z taśm na początku przyszłej dekady. W planach jest produkcja aż 200 tys. aut rocznie.
"To decyzja biznesowa i projekt na dziesięciolecia. Produkujemy tam, gdzie są nasi klienci. Konkurenci robią to od lat" – powiedział Döllner. Biorąc pod uwagę skalę strat spowodowanych cłami, decyzja wydaje się sensowna. Mimo to w ojczyźnie Döllnera nie obyło się bez kontrowersji.
Nie są one spowodowane samą decyzją o budowie fabryki, która raczej powinna cieszyć Niemców, lecz okolicznościami, w jakich ją ogłoszono – Döllner pochwalił się budową fabryki na wiecu Donalda Trumpa w Perry, w środkowej Georgii. Podczas przemówienia podziękował Trumpowi za wsparcie i określił projekt jako „fantastyczną szansę” zarówno dla Audi, jak i dla Stanów Zjednoczonych.
Przewodnicząca niemieckiego związku zawodowego IG Metall, Christiane Benner, skrytykowała obecność Döllnera na wiecu. „Sposób, w jaki Gernot Döllner zaprezentował siebie oraz Audi w USA, jest głęboko żenujący, politycznie niedopuszczalny i niegodny firmy” – stwierdziła.
W podobnym tonie wypowiedziała się szefowa rady zakładowej Volkswagena, Daniela Cavallo, która zarzuciła Döllnerowi „aktywne wspieranie kampanii wyborczej” tuż przed wyborami połówkowymi do Kongresu. Dodała, że Döllner „pozwolił uczynić się marionetką w propagandowym spektaklu” Trumpa.
Cavallo podkreśliła, że wewnętrzne wytyczne Audi zabraniają publicznych wystąpień z udziałem polityków ubiegających się o urząd w ciągu trzech miesięcy poprzedzających wybory. Według Reutersa zarząd Audi zgodził się jednak na odstępstwo od tych zasad. Producent tłumaczy w oddzielnym oświadczeniu, że występ Döllnera w Stanach Zjednoczonych był podyktowany wyłącznie interesem firmy, choć przyznaje, że mógł zostać odebrany jako sygnał polityczny.
Sam Gernot Döllner twierdzi natomiast, że obecność na wiecu wynikała z szacunku i dyplomacji - „Jeśli zaprasza cię amerykański prezydent, przyjmujesz zaproszenie. Tego wymaga szacunek dla urzędu oraz dla kraju, w którym inwestujemy” – wyjaśnił.
Nie zmienia to jednak faktu, że Trump faktycznie rozegrał kwestię Audi w swojej kampanii, podkreślając zasadność ostrej polityki celnej – najpierw przedstawił Döllnera jako „przystojniaka z Niemiec”, potem pochwalił skalę inwestycji, a następnie dodał, że „Bez ceł, by tutaj nie przyjechali”.