Serwis pod patronatem magazynu Motor
Serwis pod patronatem magazynu Motor
DS N°7 – przód
fot. DS
Nowości

DS N°7 stał się elektrykiem. Będzie też wersja spalinowa, ale niezbyt premium

Po blisko 10 latach od debiutu pierwszej generacji Francuzi w końcu pokazali zupełnie nową odsłonę swojego flagowego SUV-a. To już nie DS 7, lecz DS N°7. W parze z nowym nazewnictwem idzie rewolucja w kwestii napędów.

DS to jedna z najbardziej niszowych marek w segmencie premium. Jej wyniki sprzedaży nigdy nie były imponujące, ale miniony rok okazał się wyjątkowo nieudany. Zgodnie z danymi ACEA, sprzedaż francuskiej marki w 2025 roku spadła aż o 23 proc. Czy nowy model pozwoli odwrócić ten trend?

Teoretycznie jest na to duża szansa, z kilku powodów. Pierwszym jest efekt nowości – klienci długo czekali na nowego SUV-a sygnowanego logo DS i w końcu się doczekali. Drugi to kwestia napędów, bo DS N°7 jest dostępny nie tylko w wersji spalinowej, ale i elektrycznej. Trzecim powodem są obiecywane parametry wariantu zasilanego prądem, które – przynajmniej na papierze – wyglądają dobrze.

Elektryk, ale nie tylko

Klienci dostali do wyboru 230-konną odmianę z jednym silnikiem, napędem na przód i akumulatorem o pojemności 73,7 kWh, 245-konny wariant z akumulatorem 97,2 kWh oraz dwusilnikową, 350-konną odmianę z taką samą baterią. Najwydajniejsza pod względem zasięgu ma być ta środkowa – producent deklaruje aż 740 km na jednym ładowaniu, co jest ponadprzeciętnie dobrym wynikiem. Szkoda, że maksymalna obsługiwana moc ładowania nie robi równie dobrego wrażenia – 160 kW to dość przeciętny rezultat jak na segment premium.

DS N7 – bok
DS N°7 może się podobać. Francuzi wiedzą, jak się wyróżnić.
fot. DS

Alternatywą dla elektryka jest 145-konna hybryda oparta na benzynowym, trzycylindrowym silniku o mało prestiżowej pojemności 1,2 litra. Mimo to warto docenić, że Stellantis nie postawił wyłącznie na prąd, dając klientom jakikolwiek wybór.

Wyróżnia się z tłumu

Nowe napędy zostaną zamknięte w nadwoziu o ciekawych proporcjach. Auto jest o 7 cm dłuższe niż dotychczas i ma o 5 cm większy rozstaw osi, ale dzięki niżej poprowadzonej linii dachu, nie wygląda jak pełnoprawny SUV. Jest raczej czymś z pogranicza SUV-a i kombi.

Stylistyka może się podobać. Nie brakuje tu ciekawych smaczków w postaci podświetlanych „kłów” do jazdy dziennej czy atrapy chłodnicy ze świetlnymi iluminacjami. Z tyłu natomiast mamy spłaszczoną klapę ze światłami w kształcie bumerangów – swoją drogą, to coraz popularniejszy zabieg w nowych autach.

DS N7 – bok lewy
fot. DS
DS N7  – tył
fot. DS

Jeśli chodzi o design, kabina zdecydowanie nadąża za nadwoziem. Zarówno stylistyka, jak i materiały zdają się wyróżniać  N°7 na tle konkurentów. Bardzo charakterystyczna jest też czteroramienna kierownica, znana już z modelu N°8. Francuzi bardzo przyłożyli się także do nastrojowego oświetlenia wnętrza czy intrygujących przeszyć i przetłoczeń. Główną rolę w kokpicie pełni oczywiście panoramiczny wyświetlacz z nowym systemem multimedialnym. 

DS N7 – kokpit
Nietypowa kierownica wyróżnia kabinę DS-a.
fot. DS
DS N7 – fotele
fot. DS

W kwestii przestrzeni raczej nie będzie na co narzekać. Dodatkowe centymetry powinniśmy odczuć we wnętrzu. Bagażnik też jest niemały – ma 560 litrów pojemności.

Pełną specyfikację nowego  DS N°7 wraz z cenami poznamy niebawem. Produkcyjne egzemplarze powinny wyjechać z włoskiej fabryki Melfi już w najbliższych miesiącach.

Czytaj także