Największe badanie w historii Europy podważa sens hybryd plug-in. Dlaczego? Instytut Fraunhofera wykazał, że zużycie paliwa dla tej grupy aut przekracza normę niemal czterokrotnie. Uderzające jest również podejście właścicieli PHEV-ów do ładowania baterii trakcyjnej, szczególnie w przypadku Porsche.
W badaniu przeprowadzonym przez Instytut Fraunhofera wykorzystano dane dotyczące zużycia paliwa z pokładowych komputerów 981 035 pojazdów. Były one zbierane od 2021 do 2023 roku podczas przeglądów.
W unijnych założeniach badane pojazdy miały zużywać średnio 1,57 l paliwa na 100 km. W praktyce średnia wyniosła 6,12 l/100 km, czyli została przekroczona blisko o 400%. Instytut Fraunhofera
sprawdził również zapotrzebowanie na paliwo w trybie hybrydowym, w którym napęd wspiera się głównie silnikiem elektrycznym. Zgodnie z danymi średnie zużycie paliwa wyniosło 2,98 l/100 km, czyli prawie dwa razy więcej niż wartość 1,57 l/100 km, którą WLTP przypisuje całemu miksowi jazdy elektrycznej i spalinowej.
Różnice między testami a rzeczywistością nie są niczym szczególnym także w autach spalinowych, gdzie rozmijają się z danymi o około 20%. Przy PHEV-ach skala rozbieżności jest jednak znacznie większa.
Problem wynika częściowo z samej metodologii pomiaru WLTP, a częściowo z tego, jak użytkownicy eksploatują swoje samochody. W przypadku hybryd plug-in test WLTP obejmuje dwie fazy: jazdę z w pełni naładowanym akumulatorem oraz jazdę po jego rozładowaniu.
Uzyskane wyniki są następnie uśredniane z odpowiednimi wagami. Im większy zasięg w trybie elektrycznym, tym większy udział jazdy na prądzie w końcowym wyniku, a tym samym niższe deklarowane zużycie paliwa.
W praktyce wielu właścicieli ładuje jednak swoje auta sporadycznie albo wcale. W efekcie średni udział jazdy w trybie elektrycznym wynosi około 25%, co oznacza, że aż trzy czwarte dystansu pokonywane jest z wykorzystaniem silnika spalinowego. Ten z kolei musi napędzać cięższy samochód, ponieważ hybryda plug-in wozi dodatkowo kilkaset kilogramów akumulatorów, silnik elektryczny oraz całą elektronikę.
Najciekawiej w badaniu Instytutu Fraunhofera przedstawia się jednak podejście właścicieli samochodów konkretnych marek do kwestii ładowania akumulatora trakcyjnego z zewnętrznego źródła prądu. Dobrze pod tym względem wypadły marki budżetowe, natomiast luksusowe – wyraźnie gorzej.
Instytut wskazuje tutaj szczególnie uderzający przypadek Porsche. Zgodnie z danymi średnie naładowanie energią baterii trakcyjnej przez właścicieli tych niemieckich aut na dystansie 27 000 km wyniosło raptem 7 kWh.
Mediana udziału jazdy na prądzie to z kolei... 0,8%, co oznacza, że ponad połowa z 11 307 aut Porsche w zestawieniu nie została podłączona do ładowania ani razu w okresie objętym badaniem. Rzadko do prądu swoje samochody podłączali również użytkownicy Ferrari, Bentleyów oraz Mini.
Najlepiej pod tym względem wypadli posiadacze Toyot, Seatów oraz Fordów. Zgodnie z danymi na prądzie pokonują oni około 40% przejeżdżanego dystansu.
Udział całkowitego przebiegu na prądzie pomiędzy markami okazuje się bardzo różny. Oto pełne wyniki badania Instytutu Fraunhofera: