Honda coraz mocniej odczuwa skutki ekspansji chińskich producentów. Po wizycie we w pełni zautomatyzowanej fabryce w Szanghaju prezes japońskiego koncernu nie miał złudzeń – przewaga Chin nie kończy się dziś na cenie, ale obejmuje też tempo rozwoju, produkcję i oprogramowanie.
Skala problemu związana z rosnącą przewagę Chińczyków zaczyna być już coraz bardziej widoczna. Prezes japońskiego koncernu – Toshihiro Mibe – niedawno odwiedził fabrykę w Szanghaju, wytwarzającą części na potrzeby tamtejszych producentów.
Co istotne, była ona w pełni zautomatyzowana – praktycznie bez udziału ludzi. To właśnie ten widok miał pokazać, jak mocno chiński przemysł przyspieszył i jak skutecznie połączył automatyzację z jakością wykonania.
W tym układzie Honda nie przegrywa tylko ceną, ale także szybkością działania. „Nie mamy żadnych szans” – powiedział Mibe po wizycie w fabryce.
Honda ostatnio nie ma zbyt dobrej passy. O ile jeszcze rok czy dwa lata temu chwaliła się przełomowymi rozwiązaniami przewidzianymi dla swoich przyszłych aut na prąd, o tyle teraz rzeczywistość brutalnie zrewidowała jej plany.
Niedawno Honda ogłosiła rezygnację z trzech elektrycznych modeli planowanych dla Ameryki Północnej. Kilkanaście dni później Sony Honda Mobility poinformowało też o zakończeniu prac nad AFEELA 1 i drugim rozwijanym modelem.
Przedstawiciele Hondy otwarcie przyznali, że nie potrafią zaoferować produktów o lepszym stosunku ceny do możliwości niż nowi wytwórcy aut elektrycznych. To przełożyło się na miliardowe straty i czasowe obniżki wynagrodzeń kadry zarządzającej.
W 2020 roku Honda sprzedała w Chinach ok. 1,6 mln samochodów, a dziś jej skala działania na tym rynku wyraźnie się kurczy. Branżowe źródła mówią o sprzedaży wyraźnie niższej niż kilka lat temu i o planach produkcyjnych na 2026 r. spadających poniżej 600 tys. aut.
Oznacza to nie tylko wyraźny spadek jej znaczenia na tym rynku, ale też problem z utrzymaniem zakładów, które pracują tylko na połowie swoich możliwości.
Taki układ kosztuje podwójnie. Maleje sprzedaż, a jednocześnie rosną koszty, związane z fabrykami, które ze względu na spadającą produkcję stają się coraz mniej rentowne.
Ale Honda nie chce się poddawać. Jej odpowiedzią na rosnącą dominację Chin ma być oddzielenie działu badań i rozwoju od struktur firmy. Wcześniej działał on samodzielnie przez 60 lat, by w 2020 roku stracić swoją niezależność.
Co ciekawe, szefem R&D wtedy był właśnie Mibe, a prezesem – Takahiro Hachigo. Według aktualnego dyrektora generalnego Hondy usamodzielnienie tej komórki ma pomóc odzyskać jej dawny blask, co w przeszłości pozwoliło na stworzenie m.in. systemu VTEC.
Mibe podkreśla, że Honda potrzebuje obecnie dwa razy więcej czasu na zaprojektowanie nowego modelu niż jej chińscy konkurenci. To pokazuje, że problem jest zdecydowanie większy niż sama elektryfikacja.
Chodzi o całe tempo działania – od rozwoju produktu po wdrożenie gotowego samochodu na rynek. Poza tym Honda musi nadrobić zaległości również w obszarze oprogramowania, bo właśnie w tym zakresie chińscy producenci mają coraz większa przewagę.
Owszem, w samochodzie nadal liczą się silnik, zawieszenie czy jakość wykonania, ale bez szybkiego rozwoju oprogramowania nawet wielka marka może zostać w tyle.
Wcześniej na temat chińskiej motoryzacji wypowiedział się ustępujący prezes Toyoty – Koji Sato. Według niego presja ze strony Chin jest dziś ogromnym problemem japońskiej motoryzacji. „Nie przetrwamy, jeśli wszystko pozostanie takie, jak teraz” – stwierdził.
Honda znalazła się w momencie, w którym muszą nastąpić drastyczne zmiany. Powinna przyspieszyć rozwój, uprościć procesy i odzyskać technologiczną sprawność, bo w starciu z chińską konkurencją sentyment do dawnych sukcesów nie daje już żadnej taryfy ulgowej.