Skoda Kylaq powstała z myślą o Indiach, ale może trafić także do Europy. Mały crossover jest tańszy od Fabii, korzysta z 1-litrowego silnika TSI i pokazuje, jak dużą różnicę w cenie potrafi zrobić produkcja poza Starym Kontynentem.
Najciekawsze w tej historii nie jest samo auto, lecz luka, którą mogłoby wypełnić. Europejska gama Skody przesuwa się w stronę droższych modeli, a elektryfikacja dodatkowo podnosi ceny.
W takim otoczeniu prosty crossover z Indii mógłby być dla tej czeskiej marki czymś więcej niż ciekawostką z dalekiego rynku.
Skoda Kylaq mierzy 399 cm długości, więc pod względem gabarytów to typowo miejski crossover. Dla porównania, Fabia pomiędzy zderzakami ma 411 cm.
Pod maską Kylaqa pracuje 1-litrowy, turbodoładowany silnik TSI o mocy 116 KM. W podstawowej odmianie do pary ma on 6-biegową przekładnię ręczną. To istotny szczegół, bo Fabia z bazowym silnikiem (1.0 MPI) dysponuje skrzynią 5-biegową.
W ofercie Kylaqa znajduje się również automat. Co ciekawe, nie jest to przekładnia DSG, znana z wielu europejskich modeli, lecz 6-biegowa skrzynia hydrokinetyczna.
W Indiach Skoda Kylaq startuje od ceny odpowiadającej około 28 900 zł. Jak na nasze warunki jest więc samochodem wyjątkowo tanim. Ale jeśli trafi do Europy, z pewnością trzeba będzie zapłacić więcej. Wpłynęłyby na to chociażby homologacja, transport, podatki i wymagane wyposażenie.
Według szacunków portalu Automotive News można się spodziewać ceny około 15 000 euro, co w przeliczeniu na naszą walutę oznacza około 63 700 zł. To nadal byłaby bardzo dobra oferta, porównywalna z podstawowym wariantem Dacii Sandero (63 900 zł).
W pełni wyposażony Kylaq z automatem w Indiach kosztuje równowartość około 49 500 zł, więc w jego przypadku kwota jest już wyraźnie wyższa niż za podstawowy wariant.
Szef Skody – Klaus Zellmer – w rozmowie z Automotive News przyznał, że obecnie badane są możliwości związane z importem Kylaqa na Stary Kontynent. Nie jest to wprawdzie jeszcze decyzja o wejściu tego auta do europejskich salonów, ale taki scenariusz istnieje.
Zellmer zwrócił uwagę, że koszty produkcji i standardy jakości w Indiach dają realną szansę na konkurencyjność cenową oraz efekt skali. Szczególnie, że w Europie tanie auto zaczyna być produktem niemal luksusowym, co samo w sobie jest dość przewrotne.
Sprowadzenie Kylaqa jest tym bardziej możliwe, że 27 stycznia 2026 roku Unia Europejska i Indie podpisały umowę o wolnym handlu. Zacznie ona obowiązywać po zakończeniu procedur ratyfikacyjnych w Parlamencie Europejskim oraz w odpowiednich indyjskich organach.
Indyjska wersja Kylaqa już w podstawowej wersji oferuje 6 poduszek powietrznych. Ma także manualną klimatyzację, reflektory LED oraz bazowy zestaw systemów wspomagających. Jednocześnie nie dysponuje radiem, więc taki wariant w Europie byłby raczej nierealny.
Dopiero trzecia odmiana wyposażenia otrzymuje ekran o przekątnej 17,7 cm. Najbogatszy wariant ma z kolei wyświetlacz multimediów o przekątnej 25,6 cm oraz bezprzewodową łączność ze smartfonami.
Przed wejściem na rynki Unii Europejskiej Kylaq z pewnością musiałby zostać dostosowany do lokalnych wymogów z zakresu bezpieczeństwa i obowiązkowych asystentów. Wymogi homologacyjne i lista obowiązkowych systemów w Unii Europejskiej różnią się od indyjskich, więc dostosowanie auta do tutejszego rynku najpewniej podniosłoby jego cenę.
Mimo to przy zalewie rynku chińskimi samochodami, ruch związany z importem Kylaqa z Indii wydaje się mieć bardzo dużo sensu. Tym bardziej że sprzyjają temu względy polityczne.