Ron de Wolf odebrał swoją Toyotę Prius III jako nowe auto służbowe w 2009 roku, a potem przejął ją na własność. Po 17 latach jego Prius ma już dokładnie 325 734 km przebiegu, ale dla właściciela to dopiero połowa planu. Holender chce przekroczyć 600 tys. km.
Historia tego samochodu rozpoczęła się w 2009 roku, kiedy Ron de Wolf dostał nowego Priusa jako auto firmowe. Nie była to jego pierwsza Toyota z napędem hybrydowym. Wcześniej korzystał z Priusa II i właśnie doświadczenia z nim przekonały go do pozostania przy tej technologii.
Przy wyborze następcy liczyły się przede wszystkim niskie zużycie paliwa oraz wygoda automatycznej przekładni. Prius III spełniał oba warunki, dlatego przez pierwsze lata był po prostu samochodem do codziennej pracy.
Sytuacja zmieniła się jakieś 2,5 roku później. Jak informuje portal AutoWeek, de Wolf zmienił pracę, a nowe stanowisko nie zapewniało mu już samochodu służbowego. Zamiast więc oddać Priusa i kupić inne auto, zdecydował się go zatrzymać.
Pod koniec 2011 roku odkupił hybrydową Toyotę za 17 500 euro i jeździ nią do tej pory. Dziś wskazanie licznika wynosi dokładnie 325 734 km. Auto nadal jest używane w codziennej eksploatacji.
Przez lata Prius był regularnie serwisowany, a większość obsługi wykonywano w tym samym autoryzowanym punkcie Toyoty. To istotny element tej historii, bo wysoki przebieg nie jest wyłącznie efektem trwałości samej konstrukcji.
Trzecia generacja Priusa zadebiutowała w 2009 roku. Toyota zastosowała w niej benzynowy silnik 1.8 współpracujący z układem elektrycznym. Łączna moc systemowa wynosi 136 KM, a napęd trafia na przednie koła. Akumulator trakcyjny wykorzystuje technologię niklowo-wodorkową.
Toyota informowała przy premierze, że układ Hybrid Synergy Drive w Priusie III był w 90 proc. nową konstrukcją. Zmieniono m.in. silnik elektryczny, falownik i przekładnię, a cały zespół stał się lżejszy i bardziej kompaktowy.
Prius III rozpędza się do 180 km/h, a przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje około 10,4 s. Ale jego napęd pokazuje swoje mocne strony gdzie indziej.
Jedną z największych zalet tego samochodu pozostaje niewielkie zużycie paliwa. De Wolf podaje, że jego Prius przez cały rok osiąga około 5 l/100 km.
To więcej niż wartość katalogowa wynosząca około 4 l/100 km, ale nawet po 17 latach i ponad 325 tys. km samochód wciąż pozostaje oszczędny.
Dla właściciela ma to praktyczne znaczenie. Przy tak długim okresie użytkowania niskie zużycie paliwa jest jednym z argumentów za dalszą eksploatacją samochodu.
W dokumentacji serwisowej Priusa pojawiają się zarówno zwykłe elementy eksploatacyjne, jak i części wymagające wymiany po większym przebiegu.
W samochodzie pojawiły się m.in. nowe opony, wycieraczki, świece zapłonowe, klocki i tarcze hamulcowe. Prius przechodził również akcje serwisowe dotyczące m.in. układu hamulcowego i poduszki powietrznej.
Przy 219 tys. km wykonano prace przy układzie kierowniczym. Przy 296 tys. km wymieniono pompę wody z uszczelką, a przy około 318 tys. km samochód otrzymał m.in. nowe przednie amortyzatory, przednie klocki hamulcowe oraz reflektory.
Zgodnie z tradycją holenderskiego portalu AutoWeek Prius trafił na kontrolę do Carrec Technocenter. Ogólny bilans oględzin okazał się dobry, ale mechanicy wskazali kilka usterek, których nie należy bagatelizować.
Najpoważniejszym problemem jest korozja tylnych końców obu progów, ukrytych za osłonami przeciwbłotnymi. Rdza doprowadziła też do zniszczenia jednego z mocowań wydechu, a wspornik przy katalizatorze został wcześniej niezbyt starannie przyspawany. Poluzowała się ponadto osłona termiczna nad układem wydechowym.
Mocno cieknący prawy tylny amortyzator wymaga pilnej wymiany, a osłoną termiczną też trzeba zająć się w najbliższym czasie. Przednie tarcze hamulcowe są w przeciętnym stanie, choć klocki pozostają dobre. Kontrola wykazała również sporadyczne ściąganie auta w prawo, uszkodzenie szkła lewego przedniego kierunkowskazu oraz zmatowienie kloszy lamp przeciwmgielnych.
Są to jednak przede wszystkim konsekwencje wieku oraz bardzo długiej eksploatacji. Sama kontrola nie wykazała problemu, który oznaczałby konieczność wycofania samochodu z użytkowania.
Najciekawsza część tej historii dopiero się zaczyna. 325 734 km nie jest dla de Wolfa docelowym przebiegiem. Holender chce przejechać jeszcze około 300 tys. km. Jeżeli plan się powiedzie, licznik pokaże ponad 600 tys. km.
Nie oznacza to oczywiście, że właściciel ma gwarancję osiągnięcia takiego wyniku. Samochód ma już 17 lat, a kontrola wykazała m.in. korozję i zużycie części podwozia. Dalsza eksploatacja będzie więc zależeć od stanu auta i opłacalności kolejnych napraw.
Na razie de Wolf nie zamierza jednak szukać następcy. Dopiero po realizacji swojego planu chce pomyśleć o kolejnym samochodzie. Tym razem chce się rozejrzeć za modelem z wyżej umieszczonym fotelem, a wśród marek, które bierze pod uwagę, wymienia Toyotę i Kię.