Serwis pod patronatem magazynu Motor
Serwis pod patronatem magazynu Motor
Opel Insignia ST– bok
fot.: Opel; screeny: AutoWeek/YouTube
Aktualności

Opel Insignia przejechał ponad 513 tys. km. W jakim jest stanie po 11 latach eksploatacji?

Czy Opel Insignia pierwszej generacji jest samochodem na długie lata? Egzemplarz z 2015 roku, wyposażony w silnik 2.0 CDTI o mocy 140 KM, pokonał już 513 544 km. Wynik badania technicznego pokazuje zarówno możliwości tej konstrukcji, jak i to, że że dalsze inwestowanie w naprawy nie ma już ekonomicznego sensu.

Opel Insignia pierwszej generacji dobrze sprawdzał się zarówno w roli auta rodzinnego, jak i flotowego. Jednym z przykładów jest egzemplarz Insignii Sports Tourer 2.0 CDTI ecoFLEX Business+ z 2015 roku, który trafił do holenderskiego magazynu AutoWeek w ramach cyklu „Klokje rond”.

Należy on do Gerke Postmy z Drachten. Przez pierwszych 5 lat samochód był użytkowany w ramach leasingu, a jego przebieg wzrósł w tym czasie do 375 tys. km. Po zakończeniu umowy Postma zdecydował się auto wykupić. Później Insignia trafiła do jego syna, by po kolejnej rodzinnej zamianie samochodów ponownie wrócić do dotychczasowego właściciela.

W chwili kontroli opisywanej przez AutoWeek licznik wskazywał 513 544 km. To imponujący wynik.

Silnik 2.0 CDTI o mocy 140 KM

Pod maską testowanego egzemplarza pracuje 4-cylindrowy silnik wysokoprężny o pojemności 1956 cm³. Rozwija on 140 KM przy 4000 obr./min oraz 350 Nm przy 1750 obr./min. Współpracuje z 6-biegową przekładnią ręczną, a napęd trafia na przednie koła. Insignia w tej konfiguracji osiąga 200 km/h, a przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 11 s. 

Właściciel wybrał to auto przede wszystkim ze względu na praktyczność i cenę. Było tańsze od porównywalnych Fordów Mondeo i Volkswagenów Passatów, a jednocześnie oferowało skórzaną tapicerkę i podgrzewane fotele.

silnik 2.0 CDTI
Silnik 2.0 CDTI osiąga duże przebiegi, ale nie jest uznawany za bezproblemowy. 
fot. Opel

Historia serwisowa tego egzemplarza Insigni nie jest kompletna. W pierwszych 5 latach obsługą zajmowała się firma leasingowa. Wiadomo jednak, że w tym okresie dwukrotnie wymieniono pasek rozrządu. Po wykupieniu samochodu właściciel korzystał z usług niezależnego warsztatu.

Od 2020 roku na naprawy i przeglądy wydał szacunkowo 6000-7000 euro, czyli około 26-31 tys. zł. Najdroższa pojedyncza wizyta kosztowała około 1200 euro (ok. 5270 zł). Obejmowała wymianę elementów układu hamulcowego z przodu i z tyłu oraz duży przegląd.

Co wykazała kontrola po 513 tys. km?

Inspekcję przeprowadził Arjen Haalboom z Carrec Technocenter. Już podczas jazdy próbnej zauważył wyraźne wibracje silnika i nadwozia, również podczas przyspieszania. Niepokojące odgłosy dochodziły ponadto z tylnego zawieszenia, a sprzęgło zaczynało przenosić napęd dopiero przy wysokim położeniu pedału.

Po umieszczeniu samochodu na podnośniku lista usterek wyraźnie się wydłużyła. Prawy tylny amortyzator okazuje się mocno nieszczelny, a sprężyna zawieszenia – pęknięta. Wykryto także zużycie gumowych elementów zawieszenia, luzy na przegubach górnych wahaczy oraz luzy na półosiach napędowych.

Poważne zastrzeżenia wzbudził również stan podwozia. Obie ramy pomocnicze są wyraźnie skorodowane. 

Wycieki i ślady kuny

Nie wszystkie problemy dotyczą elementów podwozia. Pod maską znaleziono wyciek oleju napędowego w pobliżu pompy paliwa oraz wyciek oleju przy połączeniu pompy podciśnienia z głowicą cylindrów.

Uszkodzona jest również dolna część intercoolera, a przy jego przewodzie stwierdzono wyciek oleju. Poziom płynu chłodniczego znajduje się poniżej minimum, choć podczas kontroli nie wykryto wycieku z układu chłodzenia.

Opel-Insignia-I_3
Podczas modernizacji Insignii w 2013 r. uproszczono konsolę środkową, ograniczając liczbę przycisków.
fot. Motor

Do wymiany kwalifikują się także zużyta poduszka silnika i elastyczny łącznik układu wydechowego. Środkowy tłumik nosi ślady wcześniejszego spawania. Zauważono ponadto ślady oleju w okolicy obudowy filtra oleju.

Podczas oględzin mechanik zauważył również, że wygłuszenie maski zostało mocno pogryzione w dwóch miejscach. Podejrzewał, że sprawcą mogła być kuna, tym bardziej że na skrzyni biegów znalazł martwe zwierzę. Nie był jednak w stanie stwierdzić, co to było ani czy rzeczywiście odpowiadało za uszkodzenia.

Stare zimówki, zużyte tarcze hamulcowe

Zastrzeżenia wzbudza także stan ogumienia. Insignia porusza się na używanych zimowych oponach typu runflat z oznaczeniami homologacyjnymi BMW i Mercedesa. Przednie pochodzą z 2020 roku, a tylne – z 2018 roku. Właściciel przyznaje, że kupił je na złomowisku.

Na wyświetlaczu pojawia się komunikat dotyczący systemu kontroli ciśnienia w oponach, ale Postma wyjaśnił, że zamontowane koła nie mają odpowiednich czujników. 

Na liście usterek znajdują się również zużyte przednie tarcze hamulcowe, uszkodzona osłona przegubu napędowego oraz liczne ślady intensywnego użytkowania w kabinie. Wytarte przyciski kierownicy, zniszczony dywanik czy uszkodzony kluczyk nie powinny jednak dziwić przy takim przebiegu.

Czy dalsze naprawy Insignii mają sens?

Werdykt specjalistów z Carrec Technocenter jest jednoznaczny: lista usterek okazuje się długa, a ich łączny zakres sprawia, że dalsze inwestowanie w ten samochód nie ma ekonomicznego uzasadnienia. Nie wszystkie problemy są poważne z osobna, ale ich suma przesądza o negatywnej ocenie.

Opisywana Insignia pokazała, że 0,5 mln km jest osiągalne, ale tak duży przebieg nie oznacza bezproblemowej eksploatacji. Przy zakupie używanego egzemplarza szczególną uwagę warto zwrócić na stan zawieszenia, korozję ram pomocniczych, szczelność silnika i układu chłodzenia, a także dokumentację wymian rozrządu.

uzywane-niemieckie-crossovery-opel-insignia-ct
Opel Insignia I debiutował w 2008 roku, zastępując na rynku wysłużoną Vectrę. Na zdjęciu: uterenowiony wariant Country Tourer. 
fot. Archiwum

Gerke Postma nie zamierza już inwestować w wysłużonego Opla. Jego następnym samochodem ma być Tesla Model Y RWD. Co ciekawe, wcześniej korzystał już z Modelu Y z napędem na obie osie, ale obecnie użytkuje go jego syn.

Przy zgłoszeniu chęci wymiany Insignii na nową Teslę właściciela spotkało jednak niemiłe zaskoczenie. Samochód wyceniono na zaledwie 150 euro (około 660 zł), choć Tesla prowadziła wówczas akcję oferującą dodatkowe 5000 euro rabatu przy odkupie auta.

Czytaj także