Serwis pod patronatem magazynu Motor
Serwis pod patronatem magazynu Motor
Mazda CX-6e – przód
fot. Mazda
Nowości

Mazda pokazała kolejnego elektryka. Zaskakuje pochodzeniem i wnętrzem, które zrywa z prostotą obsługi

Japońska marka, która jeszcze niedawno uchodziła za ostoję spalinowej motoryzacji, coraz wyraźniej wkracza w świat elektromobilności. Po sedanie 6e przyszedł czas na kolejną propozycję, będącą reprezentantem modnego segmentu SUV-ów. To Mazda CX-6e, która jest równie piękna, co kontrowersyjna.

Opracowanie auta elektrycznego od podstaw to czasochłonny proces. Szczególnie dla marki, która w ostatnich latach była skupiona przede wszystkim na napędach spalinowych. Gdy w Hiroszimie w końcu zdali sobie sprawę, że czas nagli, a od elektromobilności nie ma odwrotu, zaczęli szukać alternatywnych rozwiązań. Z pomocą przyszedł chiński Changan, którego technologię Mazda najpierw wykorzystała w modelu 6e, a teraz zrobiła to samo z SUV-em CX-6e.

Cyfrowo jak nigdy

Japończycy nie ograniczyli się jednak do wzięcia na warsztat Deepala S07 i ubrania go w swoje znaczki, lecz zrobili wszystko, by SUV zyskał własny charakter, zbieżny z duchem Mazdy. Stylistycznie z pewnością się to udało.

mazda-cx-6e-tyl-bok-studio
Styliści wykonali kawał dobrej roboty. Auto może się podobać i wygląda na mniejsze, niż wskazują na to wymiary. 
fot. Mazda

Ostre, nowoczesne linie przypominają pozostałe modele marki i zdecydowanie mogą się podobać. Sprawiają też, że nadwozie wygląda zgrabniej, niż wskazywałyby na to wymiary – 4850 mm długości, 1935 mm szerokości, 1620 mm wysokości i 2902 mm rozstawu osi.

Nic dziwnego, że udało się wygospodarować przestronną kabinę, choć ta nieco rozczarowuje. Pierwszą kwestią jest bagażnik, który do wysokości rolety mieści zaledwie 363 litry. Na szczęście jest też dodatkowy, 80-litrowy kufer z przodu.

mazda-cx-6e-bagaznik-zaladunek
Choć auto jest duże, bagażnik nie imponuje pojemnością.
fot. Mazda

Gorzej wypada jednak kokpit, który wydaje się świetnie wykonany i estetyczny, ale z pewnością nie trafi w gusta konserwatywnych fanów marki.

Całość obsługi skupiono tu na 26-calowym, dotykowym ekranie, a rolę zegarów pełni wyświetlacz przezierny na przedniej szyby. Nie ma nawet klasycznych lusterek, gdyż te zastąpiono kamerami i małymi wyświetlaczami umieszczonymi na drzwiach.

Aż trudno uwierzyć, że marka, która w niektórych modelach nadal stosuje pokrętło multimediów i blokuje możliwość dotykowej obsługi podczas jazdy, w innych zgadza się na tak daleko idącą cyfryzację.

mazda-cx-6e-wnetrze-widok-z-tylu-na-kokpit
Wielki ekran, minimum przycisków i kamery zamiast lusterek. Czy to nadal Mazda? 
fot. Mazda

Nieźle, lecz bez przełomu

A jak CX-6e wypada jako elektryk? Przeciętnie, co nie znaczy, że źle. Do dyspozycji jest jeden elektryczny silnik o mocy 258 KM i maksymalnym momencie obrotowym 290 Nm napędzający tylne koła. Samochód osiąga setkę w 7,9 sekundy i rozpędza się do 185 km/h.

Dzięki zastosowaniu akumulatora o pojemności 78 kWh powinien przejechać do 484 km na jednym ładowaniu, a samo ładowanie będzie szybkie, choć nie wybitnie, gdyż maksymalna obsługiwana moc to 195 kW.

Już do kupienia w Polsce

Co ciekawe, chętni mogą już składać zamówienia w polskich salonach. Ceny startują od kwoty 206 100 zł za podstawową wersję Takumi. Warto odnotować, że wyposażenie jest naprawdę bogate – już w bazie dostajemy m.in. system kamer 360 stopni, 19-calowe felgi, elektrycznie otwieraną klapę bagażnika, pompę ciepła, system audio z 23 głośnikami, duży wyświetlacz head-up, 23-calowy ekran dotykowy czy aktywny tempomat.

Z drugiej strony, konkurencja nie śpi – Teslę Model Y o lepszych parametrach napędu można mieć za 184 990 zł, choć raczej jest to auto o nieco mniej wyrafinowanym charakterze niż nowa Mazda.

Mazda CX-6e: zdjęcia

Czytaj także