Nissan dalej szuka sposobu, jak podnieść się po trudnym okresie, i wygląda na to, że sama współpraca z Renault w Europie może nie wystarczyć. W grze pojawia się scenariusz, w którym na Stary Kontynent trafiają modele opracowane w Chinach i pierwotnie przeznaczone wyłącznie na tamtejszy rynek.
Nowy ruch Nissana wygląda niczym droga na skróty, ale to po prostu chłodna kalkulacja. Dzięki niemu chińskie samochody tej marki mogłyby szybciej trafić do Europy, zapełniając nowe segmenty rynkowe.
Owszem, Nissan w dłuższej perspektywie ma zacieśniać współpracę z Renault w ramach aliansu. Jej efektem jest choćby zupełnie nowa Micra, oparta na Renault 5 E-Tech. W tym roku zadebiutuje jeszcze trzecia generacja Juke'a, również mocno opartego na francuskiej technologii.
Sojusz z Renault daje Nissanowi możliwość szybszego opracowywania modeli, ale nie zapewnia niezależności. Poza tym nie pozwala na zwiększenie marży, ponieważ tą trzeba dzielić się z Francuzami.
„Moim celem nie jest sprzedaż większej liczby samochodów, ale zwiększenie zysków” – mówi Ivan Espinosa, prezes Nissana. Oznacza to, że akcent ma się przesunąć na układankę marż, kosztów i tempa odświeżania gamy.
W tym miejscu możliwość zaoferowania na Starym Kontynencie gotowych, chińskich modeli zaczyna mocno nabierać sensu. Nawet jeśli samochody elektryczne z Chin są obecnie objęte karnymi cłami, niskie koszty produkcji zdecydowanie przemawiają za takim ruchem.
W rezultacie wszystko wskazuje na to, że Nissan może pójść w ślady Mazdy, która na Starym Kontynencie oferuje modele 6e i CX-6e, opracowane i wytwarzane wspólnie z jego chińskim partnerem – Changanem.
Nissan w Chinach współpracuje z koncernem Dongfeng Motor Group. Razem z nim opracował przede wszystkim gamę modeli nowych energii, zwaną serią N. W jej ramach powstały na razie dwa sedany – N6 i N7 – oraz SUV NX8.
N6 mierzy 4,8 m długości i dysponuje napędem typu PHEV. Składają się na niego 1,5-litrowa, benzynowa jednostka napędowa o mocy 101 KM oraz silnik elektryczny, wytwarzający 208 KM i 320 Nm. Całkowity zasięg to 1600 km.
Nissan N7 to nieco większy (4,93 m) elektryczny sedan, oferowany z baterią typu LFP o pojemności 58 lub 73 kWh. Za wprawianie tego auta w ruch odpowiada jeden z dwóch silników. Słabszy wytwarza 218 KM, a mocniejszy – 272 KM. Auto dysponuje m.in. nowoczesnym kokpitem, opartym na procesorze Snapdragon 8295P.
Nissan NX8 mierzy 4,87 m długości, 1,92 m szerokości oraz 1,68 m wysokości. Ten spory SUV korzysta z napędu elektrycznego (292 lub 335 KM; 73 lub 81 kWh) lub układu EREV, w którym silnik spalinowy (146 KM) jest odpowiedzialny za ładowanie baterii trakcyjnej.
Ta ostatnia, w zależności od wersji, może mieć 20,3, 21,1 lub 37,3 kWh. W rezultacie zasięg na samym prądzie wynosi od 102 do 195 km. NX8 dysponuje m.in. 800-woltową platformą elektryczną i lidarem, służącym do precyzyjnego skanowania otoczenia i wspomagającym systemy wsparcia kierowcy.
Jest jeszcze jeden model, który Nissan może wprowadzić do Europy. To pick-up Frontier, również rozwijany z Dongfengiem. W jego przypadku do napędu posłużą zarówno hybryda plug-in oraz silnik benzynowy, jak i turbodiesel.
Właśnie Frontier ma być pierwszym chińskim Nissanem przeznaczonym dla Europy. Kiedy nastąpi jego debiut na Starym Kontynencie? Tego na razie nie wiadomo, ale niewykluczone, że stanie się to jeszcze w 2026 roku.