Serwis pod patronatem magazynu Motor
Serwis pod patronatem magazynu Motor
tanie używane auta
fot. Motor
Używane

Samochody używane: tanie dziwaki, czyli jak sprawić sobie kłopot

Dla wielu dziwne, dla nielicznych fascynujące. Nierzadko kupowane przez osoby, którym zostały podsunięte pod nos, np. przez znajomego czy rodzinę. Mają też swoich miłośników. Nietypowe samochody używane stanowią niszę na rynku, ale te najładniejsze egzemplarze szybciej niż popularne modele zyskują status klasyków lub choćby na wartości, przez swoje unikalne rozwiązania, wygląd czy niedużą liczbę wyprodukowanych egzemplarzy. Oto najciekawsze z tych, które warunkowo warto kupić i cieszyć się nimi na co dzień. 

Zakup „dziwnego” samochodu jest obarczony dużym ryzykiem i obiektywnie nie ma żadnego sensu. To z logicznego punktu widzenia sprawienie sobie kłopotu. Niewielki dostęp do części typowych tylko dla danego modelu, a nawet ich brak, to największa przeszkoda w utrzymaniu dobrej kondycji. W razie kolizji trudno uzyskać zadowalające odszkodowanie. Trudność z odsprzedażą to kolejny problem. Niełatwo jest znaleźć chętnego na samochód, który nie wiadomo, czym jest.

Dlatego do jego zakupu trzeba podchodzić rozsądnie. Wystarczy, że sam samochód jest egzotyczny, więc warto szukać możliwie najprostszych, najłatwiejszych w serwisowaniu wersji silnikowych. Nierzadko to, co uznajemy za kiepskie w popularnych modelach, w tych może być zaletą ze względu na dostępność części zamiennych.

Wybór nietypowych samochodów używanych jest spory, a i tak w naszym zestawieniu nie ma modeli, których na sprzedaż znajdziemy najwyżej kilka sztuk. Decydując się na zakup takiego auta, warto sprawdzić dostępność części i co tak naprawdę jest pod maską. Pomagają w tym sklepy z częściami lub narzędzia do dobierania oleju. Czasami lepiej postawić na silnik, który nie ma dobrych opinii, ale jest stosowany w popularnych modelach niż na taki, który jest trwały, ale nie ma do niego żadnych części. Nie wolno przepłacać, bo to pieniądze wyrzucone w błoto. „Dziwaka” kupuje się tanio, a sprzedaje jeszcze taniej. 

Poniżej przedstawiamy „dziwne” auta używane, które jeszcze można bez problemu kupić, niektóre z nich da się rozsądnie serwisować i można się nimi cieszyć przez jakiś czas.

Audi A2 (4-10 tys. zł)

_MG_5020
Audi A2
fot. Motor

Pokaz techniki w segmencie miejskich samochodów. Audi A2 zbudowano w dużym stopniu z aluminium. Koncepcja pojazdu jest genialna – małe nadwozie i bardzo praktyczne wnętrze. Do tego wyposażenie premium i nowoczesne silniki. Klienci tego nie docenili. Serwis utrudnia nieotwierana, lecz zdejmowana maska z dostępem serwisowym. Warto kupić jako ciekawostkę i cieszyć się niskim spalaniem. Najlepiej unikać silników 1.2 TDI oraz 1.6 FSI. Gra niewarta świeczki. Liczba aut na sprzedaż jest umiarkowana.

Chevrolet Trax (20-36 tys. zł)

D3X_5504
Chevrolet Trax
fot. Motor

Chevrolet Trax był w Europie odpowiednikiem Opla Mokki, tak jak Cruze był odpowiednikiem Astry. W USA oferowano Buicka Encore, wizualnie bliższego Oplowi. Trax nie ma ani żadnych wad, ani zalet względem Mokki. Może się najwyżej bardziej podobać lub stanowić jej alternatywę. Ma dokładnie tę samą mechanikę i silniki, również Diesla. Z serwisem i naprawami nie ma problemów. W szczególności polecamy bezproblemową wersję benzynową 1.6. Do wyboru jest sporo aut, również z polskiego salonu. 

Chrysler PT Cruiser (3-10 tys. zł)

_MG_7863
Chrysler PT Cruiser
fot. Motor

Jeden z najbardziej oryginalnych samochodów, jakie można kupić. Ma swoich fanów i przeciwników. Na ulicach jeździ ich sporo, ale w ogłoszeniach pojawia się coraz mniej. Naprawy też są coraz bardziej utrudnione. Specyficznych dla modelu części jest mało. Mechanicznych nie brakuje. Serwisowanie trwałych jednostek benzynowych może być łatwiejsze niż diesla 2,1 litra, który wywodzi się z linii OM Mercedesa, ale nie jest identyczny jak w autach tej marki. Brakuje niektórych części, np. sprzęgła.

Citroen C3 Pluriel (3-5 tys. zł)

The_new_Citroen_C3_Pluriel
Ulotka reklamująca model Pluriel
fot. Motor

Niezwykła koncepcja. Auto może być hatchbackiem, kabrioletem, targą i pick-upem, zależnie od ustawienia paneli dachu. Pluriel zostanie zapamiętany jako model wyjątkowy. Mechanicznie „do ogarnięcia”, bo to po prostu Citroen C3. Części nadwozia w dobrym stanie są już poszukiwane. Warto unikać samochodów z automatyczną skrzynią biegów. Najlepiej postawić na sprawdzony silnik benzynowy albo trwałego i taniego w serwisowaniu diesla 1.4 HDi. Aut na sprzedaż jest bardzo mało.

Dodge Caliber (4-20 tys. zł)

_MG_7802
Dodge Caliber
fot. Motor

Jeśli nie jest się miłośnikiem samochodów, prawdopodobnie nie wie się nawet o istnieniu tego modelu. Aut na sprzedaż jest całkiem sporo. Amerykański crossover oferuje przestronne wnętrze i duży bagażnik. Pod maską amerykańskie „benzyniaki” lub diesel 2.0 TDI z pompowtryskiwaczami, który może generować duże koszty. Lepiej unikać wersji z automatem, bo to nietrwałe i drogie w naprawach CVT. Może być też problem z częściami do tych jednostek, bo montowano je tylko w autach amerykańskich marek. 

Fiat Stilo (2-10 tys. zł)

3 (1)
Fiat Stilo
fot. Motor

Nieudana próba Fiata wejścia w niszę bogato wyposażonych, a więc i drogich kompaktów. Stilo samo w sobie jest świetnym autem, dopracowanym, trwałym i niedrogim w utrzymaniu. O części mechaniczne do napraw i serwisu nie trzeba się martwić. Z typowymi tylko dla tego modelu jest gorzej. Samochodów na sprzedaż nie brakuje, ale ładnych, zadbanych egzemplarzy jest mało. Do wyboru kombi, trzy- oraz pięciodrzwiowy hatchback. Silniki są dobre. Najlepsze to diesle 1.9 lub benzynowy 1.4 16V.

Honda H-RV (5-13 tys. zł)

_MG_7105
Honda HR-V
fot. Motor

Honda HR-V powstała o dekadę za wcześnie i przez lata była outsiderem na rynku. Dziś coraz bardziej ceniona za samą obecność napędu na cztery koła, ale też za trwałą mechanikę. Wersja z przednim napędem jest bez wartości. Niestety, wiek robi swoje i znalezienie auta bez korozji jest praktycznie niemożliwe. Pod maską „niezniszczalne” benzynowe silniki 1.6. Samochodów na sprzedaż jeszcze trochę jest, ale rynek się kurczy. Wiele z nich, z powodu korozji, trafiło już na złom. 

Hyundai Veloster (22-55 tys. zł)

KPA_2410
Hyundai Veloster
fot. Motor

To był prawdziwie czterodrzwiowy hatchback. Jedne drzwi od strony kierowcy, przedłużone, by łatwiej zajmować miejsce z tyłu. Z prawej strony para drzwi. Koncepcja ciekawa, ale średnio się przyjęła, choć model ten ma swoich miłośników. Tym bardziej że jego serwisowanie czy naprawy nie są jeszcze dużym wyzwaniem. To na tyle świeże auto (2011-2018), że nawet w ASO da się sporo kupić. Mechanika jest częściowo wspólna z modelami i30 oraz Elantra. Druga generacja (od 2018 r.) nie była już oferowana w Europie. Samochodów na sprzedaż nie ma za wiele, lecz jest wystarczająco dużo, by znaleźć coś dla siebie. 

Jaguar X-Type (3-20 tys. zł)

DSC_0558
Jaguar X-Type
fot. Motor

Naszym zdaniem jeśli kupić Jaguara X-Type'a, to albo jako klasyka, albo wcale. Zakup taniego egzemplarza to pułapka pod każdym względem – brak części, brak serwisu, mocno wyeksploatowane i zaniedbane auta. Pod maską silniki Forda, ale osprzęt przygotowany pod Jaguara. „Benzyniaki” są lepsze niż diesle. Awaryjność modelu jest spora, korozja atakuje każde możliwie miejsce, a odsprzedaż to koszmar. Jednak piękne sztuki trzymają ceny nieźle. Jest nawet pewien potencjał na youngtimera. 

Jeep Patriot (14-40 tys. zł)

_MG_8970
Jeep Patriot
fot. Motor

To był najtańszy Jeep w ofercie, jako alternatywa dla Compassa, zanim jeszcze pojawił się model Renegade. Dostępny również z napędem na cztery koła. Technicznie ma sporo wspólnego z Dodge'em Calibrem. Benzynowe silniki są w porządku, trwałe i da się je serwisować. Lepszym wyborem jest większy 2,4 litra, bo ma odpowiednią moc do tego auta. Jednak warto wiedzieć, że automat to przekładnia CVT – nie polecamy. Liczba aut na sprzedaż jest wystarczająca, by znaleźć coś ciekawego.

Lancia Delta (9-22 tys. zł)

PICT0089
Lancia Delta
fot. Motor

Mało popularna, ale ogłoszeń sprzedaży jest stosunkowo dużo. Lancia Delta ostatniej generacji była samochodem niezwykle oryginalnym, nie tylko w segmencie kompaktów. Bardzo przestronne wnętrze z przesuwaną kanapą jest znakomicie wykończone i wyposażone jak auta premium. Deltę zaprojektowano na wydłużonej platformie Fiata Bravo II. Nie ma problemów z częściami mechanicznymi, gorzej z elementami typowymi tylko dla tego modelu.

Silniki to sprawdzone konstrukcje Fiata. Wśród nich znane jednostki T-Jet oraz Multijet, a także mniej lubiane Multiair. Jest też 200-konny silnik 1.7 TBI z Alfy Romeo. My proponujemy zakup samochodu z „benzyniakiem” 1.4 T-Jet albo dieslem. Szczególnie wart zainteresowania jest starszy 1.9 JTD z dwiema turbosprężarkami i mocą 190 KM. Dla mniej wymagających kierowców przygotowano bardzo oszczędnego 1.6 Multijeta. Produkcję zakończono w 2014 r., więc jest to już model ponaddziesięcioletni. Ze względu m.in. na markę ceny rynkowe są bardzo niskie. Warto przyjrzeć się nadwoziu. Każda naprawa może słono kosztować. 

Lancia Musa (3-10 tys. zł)

wstawka
Lancia Musa
fot. Motor

Fiat Idea i Lancia Musa to mało znane minivany o niezwykle przestronnym wnętrzu. Idealne auta rodzinne do miasta. Musa to ekskluzywna, nierzadko bardzo dobrze wyposażona odmiana Idei. Sprawdzona technika Fiata podnosi niezawodność. Każdy silnik jest dobry – trwały benzynowy 1.4 16V i bardzo dopracowane diesle. Najlepiej postawić na „benzynę”. Mało aut na sprzedaż, jeszcze mniej jest części. Niektóre blacharskie prawie niedostępne. W razie kolizji trzeba szukać używanych, nie zawsze będą w kolorze.

Lancia Phedra, Fiat Ulysse (4-12 tys. zł)

wstawka (2)
Lancia Phedra
fot. Motor

Podajemy Fiata Ulysse jako przykład nietypowego minivana, którego warto kupić, bo to wspólny projekt z koncernem PSA. Części mechaniczne są, choć blacharskich (zwłaszcza do bliźniaczej Lancii – na zdjęciu) trzeba wytrwale szukać. Lancia to luksusowa odmiana Fiata. Jeśli jest w dobrym stanie, podróż sprawia przyjemność. Można wybrać diesla 2.0 lub „benzyniaka”. Samochodów jest już mało, bardzo często skrajnie zaniedbane, wykorzystywane do granic możliwości przez mniej zamożne rodziny. 

Mini Paceman (30-50 tys. zł)

D3X_8175
Mini Paceman
fot. Motor

Marka Mini już dawno przestała być egzotyczna, ale Pacemana rzadko widuje się na ulicach. Trzydrzwiowa, ale tylko czteromiejscowa odmiana Countrymana pierwszej generacji, niezbyt dobrze przyjęta przez rynek, może być dziś ciekawą alternatywą. Nie ma żadnych problemów z częściami i serwisowaniem. To stosunkowo młode auto (2013-2016), więc nowoczesne. Świetnie się prowadzi, a opcją był napęd na cztery koła.

Wady? Niestety – gama silników. Do wybory były jednostki benzynowe 1.6 turbo z rodziny Prince (THP) oraz średnio pasujące do charakteru samochodu diesle BMW 1.6 i 2.0 (rodzina N47). Rozsądek podpowiada wybór diesla, bo tę konstrukcję mechanicy już dobrze znają, z jej wszystkimi słabościami. Jednak serce wybiera silnik benzynowy, który wymaga ekstremalnie ostrożnego traktowania i pieczołowitego serwisu, a i tak w każdej chwili może się popsuć. Nie warto wybierać podstawowego wariantu Cooper o mocy 112 KM. Wolnossąca jednostka jest tak samo wadliwa jak doładowana, a nie daje żadnej satysfakcji z jazdy. Wybór aut jest nieduży, ale da się znaleźć ciekawie skonfigurowane egzemplarze. 

Nissan Murano (6-20 tys. zł)

RB0_5469
Nissan Murano
fot. Motor

W swoim czasie (2002-2008) Murano pierwszej generacji było postrzegane jako auto luksusowe. Dziś można je uznać niemal za bezwartościowe, kiedy patrzy się na rynkowe ceny najtańszych egzemplarzy. Przyczyna? Wysokie koszty serwisu, brak wielu części i korozja. Silnik tylko jeden – znane z solidności 3.5 V6. Dopiero w drugiej generacji pojawił się diesel 2.5 dCi. Samochodów na sprzedaż trochę jest. Warto mieć na uwadze, że to potencjalnie „miny”, w które trzeba będzie włożyć sporo pieniędzy.

Opel Adam (17-40 tys. zł)

KPA_8082
Opel Adam
fot. Motor

Ciekawa alternatywa dla drogiego w utrzymaniu Mini Coopera. Małe, zwinne autko, choć o mniej sportowym charakterze. Ma za to prostszą i tańszą w serwisowaniu mechanikę Corsy D. Warto mieć na uwadze, że jest tylko czteromiejscowe. Interesująca jest mocna 150-konna jednostka 1.4 Turbo, którą polecamy. Samochód był oferowany w zwykłej odmianie, sportowej S oraz uterenowionej Rocks. Wybór jest bardzo duży jak na tak nietypowy model, więc nie będzie problemu z zakupem. 

Opel Monterey (10-30 tys. zł)

_MG_9120m
Opel Monterey
fot. Motor

Samochodów jest mało, a ich popularność znikoma. Przez lata były rzadko brane pod uwagę przez miłośników off-roadu, ale obecnie są coraz częściej zauważane. Wszystko przez „wyczerpanie” rynku tanich aut terenowych. Wersja silnikowa nie ma żadnego znaczenia – liczy się kondycja ramy i sprawność pojazdu. Te zadbane i niezmęczone są warte dużo więcej od takich, które już jeżdżą w terenie. Opel Monterey to kopia Isuzu Troopera. Części jeszcze są, ale nie wszystkie. Trzeba kombinować.

Peugeot RCZ (20-45 tys. zł)

D3X_5364
Peugeot RCZ
fot. Motor

Konkurent Audi TT, czyli francuski „supersamochód” w rozsądnej cenie. Techniczną podstawą jest tu Peugeot 308, więc z serwisowaniem i naprawami mechaniki nie ma żadnych problemów. Ciekawostką może być fakt, że produkcja odbywała się w austriackiej fabryce Magna Steyr.

Z bardzo dynamiczną stylizacją średnio „grał” napęd na przednią oś, ale wielu klientom wystarczyły dobre osiągi, wygląd i prestiż. Niestety, jedynym dobrym silnikiem do tego modelu jest diesel 2.0 HDi. „Benzyniaki” to kłopotliwe 1.6 THP, choć wiele z nich jeździ i ma się dobrze. Warta ryzyka jest 200-konna odmiana. Wybór samochodów na sprzedaż jest całkiem niezły. 

Renault Vel Satis (4-10 tys. zł)

główne (1)
Renault Vel Satis
fot. Motor

Klasyk wśród „dziwaków”. Renault próbowało sił w klasie premium i się nie udało. Oryginalna sylwetka ma swoje zalety. To limuzyna z bagażnikiem hatchbacka, która oferuje dużo przestrzeni. Vel Satis jest bardzo wygodny, często świetnie wyposażony. Pod maską znane i sprawdzone silniki. Benzynowe 3.5 V6 Nissana generuje spore koszty, ale już 2.0 Turbo od Renault to pewniak. Są też dobre diesle, poza 3-litrowym. Auta są zaniedbane, a wybór – niewielki. 

Rover 75 (3-10 tys. zł)

wstawka
Rover 75
fot. Motor

Miał być konkurentem Jaguara, a stał się poligonem doświadczalnym dla BMW, do którego w tym czasie marka Rover należała. Być może z tego powodu jest jednym z najbardziej dopracowanych brytyjskich samochodów. Bardzo wygodny, bezpieczny i ponadprzeciętnie trwały, jeśli pod maską pracuje diesel. Ciekawe „benzyniaki” produkcji Rovera to spore ryzyko – nie tylko pod kątem trwałości, ale także dostępności części. Diesle są „niezniszczalne”. Coraz gorzej jest z częściami mechanicznymi, np. do zawieszenia. Auto „się kończy” – ofert sprzedaży jest już mało. Jeszcze mniej jest MG ZT, które bazowały na modelu 75, ale różniły się delikatnie elementami nadwozia i niektórymi częściami mechanicznymi, np. zawieszenia. 

Seat Toledo (16-35 tys. zł)

KPA_3355
Seat Toledo
fot. Motor

Toledo miało historycznie cztery wcielenia, a ostatnie przyćmiła bliźniacza Skoda Rapid, która zdominowała polski rynek. Dla odróżnienia od Skody Toledo ma tylko nadwozie typu liftback. Niewiele poza detalami je różni, choć hiszpańskie auto może się bardziej podobać wizualnie, bo na zewnątrz zaszły większe zmiany.

Pod maską są doskonale znane silniki z rodziny TSI oraz TDI. Właściwie każdy, poza 1.2 MPI, pasuje do samochodu.  Najlepsze naszym zdaniem to benzynowy 1.4 TSI po liftingu (125 KM) oraz 1.6 TDI. Diesel jest ponadprzeciętnie trwały i oszczędny. Ciekawostką może być diesel 1.4 TDI, oferowany tylko przez dwa lata na niektórych rynkach. Wybór aut jest wystarczający, ale konfiguracje raczej nudne. 

Subaru Tribeca (15-30 tys. zł)

_RM_0826
Subaru Tribeca
fot. Motor

Duży, wygodny crossover o charakterze minivana, oczywiście z napędem na cztery koła i silnikami typu bokser. Japoński klasyk. Rdzewieje, ale mimo to trzyma ceny, jak przystało na Subaru. Jednostki tylko 6-cylindrowe, bo model był przeznaczony na rynek amerykański. Najlepszy to 3.6, choć 3-litrowy też jest chwalony. Trwałość obu znakomita, koszty napraw wysokie. Ważne, by auto było nieskorodowane i sprawne. Ofert sprzedaży jest niewiele. Chętnie kupowany przez miłośników marki. 

Suzuki Kizashi (27-35 tys. zł)

D3X_7804
Suzuki Kizashi
fot. Motor

Suzuki spróbowało wejść do klasy średniej z zaskakująco ciekawym sedanem. Można się spodziewać trwałości i niskiej awaryjności, ale też problemów z dostępem do części zamiennych. Jedyny w ofercie silnik 2.4 montowano również w Grand Vitarze. Jest niezły, choć ma swoje wady. Najlepiej kupić auto z ręczną skrzynią biegów. Może mieć napęd na cztery koła, lecz tylko w połączeniu z automatem CVT. To konfiguracja, której nikt nie będzie chciał naprawiać, jeśli cokolwiek się popsuje. Kizashi nie ma żadnych zalet poza tym, że jest oryginalne. Czar pryska jednak po zajęciu miejsca w kabinie. Albo przy tankowaniu, bo silnik dużo pali. 

Suzuki Liana (2-7 tys. zł)

_1RB4451
Suzuki Liana
fot. Motor

Jeden z najbardziej wyśmiewanych samochodów świata (program „Top Gear”), ale użytkownicy kochają go za niezawodność. Praktycznie nic się nie dzieje, jeśli auto jest w miarę zadbane. Problemem są części. Nie tylko blacharskie, ale też mechaniczne. Ofert sprzedaży jest zaskakująco dużo jak na tak niepopularny model. Wiele samochodów pochodzi z rynku niemieckiego, gdzie Liana w miarę dobrze się przyjęła. Można trafić ładny egzemplarz. Najlepszy silnik to benzynowe 1.6. Wersji 4x4 nie polecamy. 

Toyota Matrix (5-12 tys. zł)

_MG_1478
Toyota Matrix
fot. Motor

Matrix powstał we współpracy Toyoty z GM. To model projektowany na rynek północnoamerykański. Ma praktyczne wnętrze z dużą elastycznością układu siedzeń, łącząc cechy hatchbacka, minivana i SUV-a. Opcją był napęd AWD. Idealne auto dla surferów. W kabinie mieści się długa deska. Po japońsku niezawodne, ale też borykające się z korozją. Dostępność części jest ograniczona, lecz pokrewieństwo z Corollą ułatwia typowy serwis. Bardzo mało aut na sprzedaż. 

Toyota Urban Cruiser (15-30 tys. zł)

DSC_8993
Toyota Urban Cruiser
fot. Motor

Kolejny „rodzynek” Toyoty, protoplasta Yarisa Crossa. Zadebiutował trochę za wcześnie, ale to ciekawe auto z praktycznym wnętrzem. Zbudowane na podwoziu Yarisa, tanie w eksploatacji i naprawach. Gorzej z dostępnością elementów typowych dla modelu. Urban Cruiser może mieć napęd 4x4. Praktycznie każdy silnik jest dobry, a polecamy diesla 1.4 D-4D, który jest dopracowaną i niezawodną konstrukcją. Uwaga na „dwumasę” – kosztuje 2500 zł. Spalanie na poziomie 5-6 l/100 km. Aut jest sporo. 

Toyota Yaris Verso (5-7 tys. zł)

toyota_yaris_verso_78
Toyota Yaris Verso
fot. Motor

Ten samochód nie może się podobać, ale można go polubić. Mało które auto jest tak praktyczne, że aż źle się prowadzi. Bardzo wysokie, ale wąskie nadwozie nie lubi wiatru, więc uwaga przy wyższych prędkościach. Technicznie to prosty, niezawodny Yaris pierwszej generacji, a wnętrze jest jak w aucie dostawczym. Dla rodziny do miasta ideał. Ofert sprzedaży jest już bardzo mało. Najlepszy napęd to diesel. Nie ma „dwumasy”, a osprzęt jest prymitywny.

Volkswagen Beetle (24-80 tys. zł)

wstawka (4)
Volkswagen Beetle
fot. Motor

Volkswagena Beetle'a zbudowano na znanej z Golfa V/VI platformie PQ35. Części mechaniczne są wspólne. Z serwisowaniem nie ma problemów. Samochód raczej dla samotnej osoby lub pary, z bardzo przestronnym z przodu wnętrzem. Niestety cztero-, a nie pięciomiejscowym jak Golf. Z tyłu jest kanapa, ale tylko dwa pasy bezpieczeństwa.

Przy zakupie warto postawić na silnik 1.4 TSI po 2014 r., dowolnego diesla albo wolnossące benzynowe 2.5 z rynku amerykańskiego. To najlepsza jednostka i nie aż tak rzadka, jak się wydaje. Starszy New Beetle (fot. poniżej) bazuje na podwoziu i silnikach Golfa IV. Tu wybór silnika praktycznie nie ma znaczenia. Auto uda się kupić za 3-10 tys. zł. Duża liczba ofert sprzedaży obu generacji. 

główne (1)
Volkswagen New Beetle
fot. Motor

Czytaj także