Maserati i Aston Martin stoją obecnie przed podobnym wyborem – bronić dawnej tożsamości czy dopuścić chińską technologię, kapitał i skalę produkcji? Włoska marka jest łączona z Huaweiem i koncernem JAC, a w przypadku brytyjskiej coraz częściej wraca temat wsparcia ze strony Geely. Stawką są już nie tylko nowe modele, lecz przetrwanie.
Zarówno Maserati, jak i Aston Martin mają obecnie duże problemy. Brytyjski wytwórca od debiutu giełdowego stracił około 90% wartości. Wycena z 2018 roku wynosiła 5,8 mld dolarów, a dziś spółka porusza się wokół 584 mln dolarów.
W poprzednim roku straty Astona Martina przed opodatkowaniem wzrosły o 25% i sięgnęły 364 mln funtów. Konsorcjum Yew Tree, kierowane przez Lawrence’a Strolla zapewniło mu awaryjny zastrzyk gotówki w wysokości 50 mln funtów.
Grupa Strolla ma obecnie ponad 30% udziałów, więc jej wpływ na kierunek firmy pozostaje bardzo duży. Problem polega na tym, że nawet emocjonujące modele nie rozwiązują kwestii skali, kosztów i płynności.
Aston Martin nadal potrafi budować auta z charakterem, ale rynek coraz mocniej wymaga baterii, oprogramowania i zaplecza przemysłowego.
Maserati w 2025 roku sprzedało 11 127 samochodów, czyli o około 58% mniej niż w 2023 roku i około 24% mniej niż rok wcześniej. To duża różnica wobec szczytu z 2017 roku, gdy na modele tej marki skusiło się 49 tys. klientów.
Szczególnie bolesna dla Maserati jest sytuacja w Chinach, gdzie sprzedaż spadła z 14 498 egzemplarzy w 2017 roku do niewiele ponad 1000 samochodów w ubiegłym roku. W takim kontekście rozmowy o chińskim wsparciu technologicznym dodatkowo nabierają sensu.
Według chińskiego portalu Yunjian Insight, Stellantis aktualnie rozmawia o współpracy z dwoma koncernami z Państwa Środka na temat przyszłości Maserati. Pierwszym z nich jest Huawei, który odpowiadałby za kluczowe technologie i planowanie projektu. Z kolei JAC wziąłby na siebie badania, rozwój oraz produkcję. Maserati miałoby zająć się projektem nadwozia i m.in. wsparciem sprzedaży.
Wstępnie analizowane są dwa modele. Jeden trafiłby do Chin pod lokalną, ekskluzywną marką Maextro, a drugi pojawiłby się na rynkach międzynarodowych jako samochód z emblematem Maserati.
Rozmowy rzekomo trwają od początku 2025 roku, a wstępne prace badawczo-rozwojowe już się rozpoczęły. Nie wiadomo, czy chodzi o SUV-a, sedana czy samochód sportowy.
Stellantis nie potwierdza szczegółów powyższych doniesień. Rzecznik koncernu jedynie przekazał informację, że firma prowadzi rozmowy z różnymi podmiotami na świecie, a ich celem jest zapewnienie klientom lepszych możliwości mobilności. Jednocześnie koncern nie komentuje spekulacji.
Geely obecnie dysponuje około 14% udziałów w Astonie Martinie, choć wcześniej jego pakiet sięgał około 17%. Chiński koncern ma już spore doświadczenie z brytyjskimi markami. Pod jego skrzydłami znajdują się obecnie Lotus i London Taxi Company, później odrodzone jako LEVC.
Dla Astona Martina taki partner oznaczałby dostęp do technologii i zaplecza przemysłowego. Największy lęk dotyczy produkcji. Dostawcy i obserwatorzy rynku obawiają się, że mocniejsze wejście Geely mogłoby oznaczać przeniesienie części działalności do Chin.
Z biznesowego punktu widzenia taki scenariusz może mieć sens, ale z wizerunkowego byłby twardym orzechem do zgryzienia. Były szef Astona Martina, Andy Palmer, widzi sprawę bardziej pragmatycznie.
Jego zdaniem chińskie firmy mają wyraźną przewagę w technologiach akumulatorowych i oprogramowaniu. Geely nie musi więc rozmywać tożsamości Astona Martina, lecz może skrócić jego drogę do nowoczesnych napędów.
Udział Mercedesa, dostarczającego m.in. silniki i architekturę elektroniczną, spadł w Astonie Martinie poniżej 8%. A to zostawia więcej przestrzeni innym akcjonariuszom i potencjalnym partnerom. Dla brytyjskiej marki oznacza to mniej niemieckiego parasola i więcej pytań o kierunek technologicznej odbudowy.
Maserati i Aston Martin mają inny rodowód, ale podobny problem. Potrzebują nowoczesnych rozwiązań, pieniędzy i szybszego tempa rozwoju. Chińskie wsparcie może im w tym pomóc, lecz za cenę własnej tożsamości.
Z drugiej strony, nowe technologie zapewne pozwolą przyciągnąć obu firmom nowych klientów. A tych ostatnich im właśnie najbardziej brakuje.